,
[ANALIZA] Umowa gazowa Węgry-Rosja i napięcia z Ukrainą w tle
Umowa Węgry Rosja

Z końcem września Węgry i Rosja zawarły kilkunastoletni kontrakt na dostawy gazu ziemnego. Umowa będzie obowiązywać przez 15 lat i pokryje ok. połowy węgierskiego zapotrzebowania na błękitne paliwo. Dodatkowo, większość surowca trafi na Węgry nowym szlakiem transportowym, rurociągiem Turkish Stream, ułożonym po dnie Morza Czarnego. Ma on ma na celu dostawy rosyjskiego gazu do państw Trójmorza na Bałkanach i w Europie Środkowej z pominięciem Ukrainy – dotychczasowego szlaku transportowego.

Węgierski minister spraw zagranicznych i handu Péter Szijjártó powiedział, iż nowy kontrakt jest korzystny dla Węgier, a cena za gaz bardzo atrakcyjna (choć nie podano jej do publicznej wiadomości). Czas trwania umowy to 15 lat, jednak po upływie dziesięciu jest możliwe zmniejszenie wielkości kupowanego w Rosji surowca. Węgry kupią 4,5 mld m3 gazu rocznie, transportowanego dwoma szlakami: 3,5 mld m3 przez Morze Czarne i Bałkany, kolejny 1 mld m3 przez Austrię. Gaz z nowego kontraktu dotrze na Węgry nowymi drogami przesyłu po dnie Morza Bałtyckiego i Czarnego (Turkish Stream, Nord Stream) okrążając dotychczasowy, główny szlak transportu rosyjskiego gazu do Europy Środkowej przez Ukrainę.

Zdaniem ministra Szijjártó, Węgry odrobiły pracę domową, przygotowały swoją sieć gazociągów, aby kupować gaz z każdego kierunku, niestety nie można tego powiedzieć o wszystkich, zaś w regionie nie ma innego gracza (niż Gazprom) na rynku dostaw gazu, który dysponowałby źródłami surowca oraz infrastrukturą.

Kijów protestuje

Podpisanie kontraktu wywołało gwałtowny protest Ukrainy. Kijów uważa nowy kontrakt za „wyłącznie polityczną, nieuzasadnioną ekonomicznie decyzję, podjętą dla zadowolenia Kremla i na szkodę narodowym interesom Ukrainy i ukraińsko-węgierskim stosunkom”. Podkreślił jednocześnie, że dla Węgier bardziej korzystny jest tranzyt rosyjskiego gazu przez Ukrainę. Dodatkowo, ukraiński rząd zapowiedział iż zwróci się do Komisji Europejskiej o sprawdzenie na ile umowa jest zgodna z prawem europejskim.

W podobnym tonie wypowiadał się Jurij Witrenko, szef ukraińskiego Naftohazu, twierdząc, iż Rosja wykorzystuje gaz jako broń, z tej przyczyny związane z Gazpromem spółki powinny zostać objęte sankcjami. Przypomniał iż Rosjanie zatrzymali przesył przez Ukrainę na Węgry, pomimo zakontraktowania przepustowości ukraińskich gazociągów tranzytowych. Jego zdaniem wstrzymanie tranzytu stwarza ogromne zagrożenie dla Ukrainy i Europy.

Na czym polega problem? Czy jest tak jak wskazuje Ukraina, że nowy kontrakt to realizacja celów politycznych Moskwy? Czy może rację mają Węgrzy twierdząc, iż to wyłącznie ekonomia, zaś Moskwa zwyciężyła atrakcyjną ofertą?

Gazociąg do najbogatszego w gaz regionu świata

Odpowiadając na te pytania trzeba cofnąć się o kilkanaście lat, do pierwszej dekady XXI wieku. W tym okresie wśród części państw członkowskich Unii Europejskiej zaczęło narastać przekonanie, iż jeden z najważniejszych dostawców gazu ziemnego do Wspólnoty, jakim jest Rosja traktuje eksport „błękitnego paliwa” jako broń dla budowy dominacji politycznej. Zaś budowa podmorskiego gazociągu Nord Stream łączącego bezpośrednio Niemcy z Rosją oraz przerwa w dostawach gazu do państw UE, wywołana politycznym sporem Moskwy z Kijowem wzmocniły takie przekonanie. Jedną z odpowiedzi na wzrastające zapotrzebowanie na gaz, jak i rosnący deficyt bezpieczeństwa dostaw był projekt gazociągu Nabucco, który omijając Federację Rosyjską miał umożliwić transport gazu ziemnego z regionu Bliskiego i Środkowego Wschodu przez Turcję i Bałkany do Austrii. Miał także przyczynić się do zmniejszenia politycznej zależności od Kremla państwa producenckich, wcześniej znajdujących pod rosyjską dominacją (np. Azerbejdżan, Turkmenistan oraz Kazachstan).

Nabucco planowano także jako bezpośredni łącznik, swego rodzaju aortę energetyczną łączącą chłonne, europejskie rynki z regionem o największych potwierdzonych zasobach gazu ziemnego na świecie wynoszących aż 90 bln m3 gazu. Dla porównania: dwukrotnie mniejsze złoża są na terenie Federacji Rosyjskiej, w Afryce Północnej to ok. 8,2 bln m3, a złoża na Morzu Północnym (będące głównym zasobem gazu dla państw UE) wynoszą 5 bln m3 gazu.

Przy uśrednionym rocznym zużyciu gazu ziemnego w państwach UE sięgającym ok. 400 mld m3 gazu rocznie, zasoby Bliskiego i Środkowego Wschodu odpowiadały ponad 220-letniemu zapotrzebowaniu na błękitne paliwo państw Wspólnoty. Jednak mimo że gazociąg Nabucco miał pełne poparcie polityczne Komisji Europejskiej, wsparcie finansowe europejskich instytucji, zaangażowanie koncernów energetycznych z państw Wspólnoty nie został nigdy zrealizowany. Warto zadać pytanie dlaczego? Są dwie kluczowe przyczyny.

Kontratak Turcji i Rosji

Pierwsza to przeciwdziałanie Turcji. Ta w uproszczeniu postanowiła wykorzystać nadążającą się szansę na wzmocnienie własnej pozycji politycznej w regionie, zastępując europejski projekt Nabucco swoimi projektami. W ten sposób rurociąg TANAP powielił trasę Nabucco na terytorium azjatyckim, zaś na terytorium europejskim gazociąg TAP zmienił pierwotną trasę Nabucco ku południowym Włochom i Grecji, porzucając szlak przez do Europę Środkową i Bałkany do Austrii.

Druga przyczyna to działanie Rosji. Na wakujące miejsce na Bałkanach wszedł konkurencyjny, rosyjski projekt South Stream. Miał on po dnie Morza Czarnego, przez Bułgarię i Bałkany przesyłać rosyjski gaz do Austrii. Pierwsze wzmianki o planowanym przedsięwzięciu pojawiły się w 2008 r. Podawano, że przepustowość gazociągu sięgnie 30 mld m3 gazu rocznie. Jednak zaledwie rok później, podczas spektakularnego szczytu w Soczi z udziałem premierów Rosji Władimira Putina i Włoch Silvio Berlusconiego, podpisano umowę dotyczącą budowy South Stream zapowiadając podwojenie jego przepustowości do 63 mld m3 gazu rocznie. Trudno wierzyć, iż Rosjanie planowali budowę szlaku o tak wielkiej przepustowości – nie przemawiały za tym żadne argumenty natury ekonomicznej i rynkowej, np. państwa na planowanej dla South Stream trasie zużywały mniej niż ¼ planowanej zdolności przesyłowej nowego gazociągu. Kontekst rosyjskiej deklaracji o podwojeniu przepustowości South Stream tworzyła polityka – szczyt w Soczi nakładał się na serię wydarzeń politycznych tworzących ramy instytucjonalne, prawne, finansowe a także zapewniających wsparcie polityczne inicjatywie Nabucco w stosunku do państw członkowskich konsorcjum jak i koncernów energetycznych. W tym ujęciu rosyjska deklaracja dotycząca budowy South Stream o gigantycznych, możliwościach transportowych musiała działać hamująco i zwiększać skalę ryzyka u deklarujących zaangażowanie w Nabucco inwestorach. Trudno nie zauważyć, że zarówno Turcja jak i Rosja odniosły wymierne strategiczne korzyści, blokując gazociąg Nabucco, wykazując przewagę nad inicjatywami instytucji Unii Europejskiej mającymi na celu poprawę bezpieczeństwa energetycznego Wspólnoty.

Krótkotrwałe zwycięstwo Komisji Europejskiej

Dlaczego w 2014 r., zaledwie pięć lat później Rosja zrezygnowała z South Stream? Główną przyczyną była twarda postawa Komisji Europejskiej, uznająca za niezgodne z prawem wspólnotowym porozumienia zawarte przez Rosję z państwami tranzytowymi gazociągu. Wskazane umowy nie pozwalały na korzystanie z niego innym podmiotom handlującym gazem, arbitralnie ustalały taryfy za przesył oraz pozostawiały w rękach rosyjskiego Gazpromu zarówno własność, jak i nadzór nad działalnością gazociągów tranzytowych (czego zgodnie z prawem UE nie może robić producent surowca).

Dodatkowo, na skutek presji politycznej KE, Bułgaria wycofała się z budowy South Stream na swoim terytorium. To przypieczętowało los gazociągu, jednak nie przypieczętowało losów celu strategicznego ‑ budowy szlaku transportowego przez Morze Czarne, Bałkany, do Europy Środkowej. Właśnie z tych przyczyn w grudniu 2014 r. podczas wizyty prezydenta Putina w Turcji poinformowano zarówno o wstrzymaniu budowy South Stream, jak i budowie kolejnego gazociągu z Rosji do Turcji po dnie Morza Czarnego. Wybranie Turcji za partnera inwestycji umożliwiło zręczne obejście przez Rosję utrudnień europejskiego prawa, przy znikomych kosztach inwestycyjnych. Gazociąg zamiast mieć punkt wejścia na środku bułgarskiego wybrzeża, został przesunięty na tureckie wybrzeże Morza Czarnego, ledwie dwieście kilometrów dalej na południe.

Tak narodził się Turkish Stream, w prostej linii kontynuator wszystkich celów strategicznych Rosji i następca gazociągu South Stream.

Turkish Stream – marginalizacja Ukrainy

Wydaje się, iż można wytypować dwa scenariusze odnośnie do celów strategicznych Moskwy realizowanych za pośrednictwem gazociągu Turkish Stream. Pierwszy to utrzymanie dominacji gazu z Rosji w regionie Trójmorza (obejmującym Wschodnie i Zachodnie Bałkany oraz Europę Środkową) oraz marginalizowanie konkurencji przy stosowaniu się do reguł prawa Unii Europejskiej, w tym tzw. trzeciego pakietu energetycznego, tworzącego zliberalizowany rynek gazu.

Drugi to zminimalizowanie tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę w celu osłabienia pozycji Kijowa i zwiększenia podatności na presję polityczną Kremla. Z tej perspektywy, nowy węgiersko-rosyjski kontrakt gazowy zdaje się realizować oba scenariusze. Jest bardzo prawdopodobne iż cały zakontraktowany przez Budapeszt gaz zostanie dostarczony z pominięciem Ukrainy. Turkish Stream, a następnie rurociągi naziemne Bułgarii i Serbii prześlą 3,5 mld3 gazu na Węgry. Kolejny 1 mld m3 zostanie przesłany z Austrii. Rzut oka na mapę połączeń gazociągowych wskazuje, że najbardziej prawdopodobnym szlakiem dostaw będzie Nord Stream, a następnie wschodnioniemieckie, czeskie, słowackie i austriackie rurociągi. Rosjanie w nowym kontrakcie z Węgrami domykają gazowe kleszcze wobec Trójmorza, Europy Środkowej i Bałkanów, gdzie gaz dostarczany przez Turkish Stream dotrze na Węgry, tak jak wcześniej surowiec z Nord Stream.

Dla Rosjan Węgry są strategicznym ogniwem południowych kleszczy gazowych, zarówno z powodu położenia geograficznego, jak i posiadania dużych podziemnych magazynów gazu (o pojemności 4,3 mld 3, blisko połowy rocznego zużycia gazu na Węgrzech). Podziemne magazyny o dużych pojemnościach są niezbędne dla całorocznego funkcjonowania wielkich szlaków transportowych gazu (umożliwiając utrzymanie zwiększonych dostaw w zimie, gdy popyt przewyższa zdolności transportowe gazociągów). Wydaje się iż kontrakt węgiersko-rosyjski precyzyjnie ilustruje, że mechanizmy rynkowe, wolna konkurencja, działają ułomnie na zdominowanym przez dawnego monopolistę rynku, nie stanowiąc wystarczającej zapory przed utrzymaniem dominującej pozycji (pomimo liberalizacji rynku gazu wynikającej z prawa wspólnotowego UE).

Jak wskazują eksperci z Ośrodka Studiów Wschodnich, wynika to z faktu stosowania przez Moskwę kombinacji polityki i ekonomii dla realizacji celów strategicznych. W tym wypadku Rosja prawdopodobnie negocjowała kontrakt gazowy pakietowo w grupie wielu umów ekonomicznych, w których Węgry uzyskały (na czym im bardzo zależało) m.in. odroczenie o pięć lat spłaty kredytu na budowę dwóch nowych bloków elektrowni jądrowej w Paks przez rosyjski koncern Rosatom. W opinii OSW, dodatkową korzyścią polityczną uzyskaną przez Rosję dzięki kontraktowi gazowemu z Węgrami, jest wzrost napięcia między Kijowem a Budapesztem. Uzyskanie przez Rosję zgody niektórych państw Unii Europejskiej (Węgier) na przekierowanie szlaków dostaw rosyjskiego gazu, jest wartościowym argumentem dla Moskwy do wykorzystania w przyszłych działaniach utrudniających budowę koalicji państw na rzecz utrzymania tranzytu gazu przez Ukrainę po 2024 r.

Dywersyfikacja i handel gazem

Jak wygląda węgierski rynek gazowy? Węgry w ostatniej dekadzie znacząco zredukowały zużycie gazu ziemnego. O ile w 2005 r. zużycie sięgało ponad 14 mld m3 rocznie, o tyle w ostatniej dekadzie utrzymuje się na stabilnym poziomie, wynosząc w 2019 r. 9,7 mld m3 gazu.

Produkując ok. 1,5 mld3 gazu pokrywają swoje zapotrzebowanie w 14 proc. – resztę importują z Rosji. Jednak w ostatnich kilku latach Budapeszt przekształcił się z konsumenta gazu w handlarza „błękitnym paliwem” na szeroką skalę. Jak wskazuje raport włoskiego koncernu energetycznego ENI „World Gas and Renewables Review 2020” w roku 2019 Węgry kupiły 18,65 mld m3 (95 proc. z Rosji), z czego prawie połowę ‑ 9 mld m3 wyeksportowały do państw ościennych. Chorwacja odebrała 1,5 mld3, reszta trafiła na Ukrainę.

Szansę na rozwinięcie na tak dużą skalę sprzedaży rosyjskiego gazu na Ukrainę przyniosła rosyjska agresja prowadząca do zerwania kontraktów gazowych przez stronę ukraińską. Dla dopełnienia obrazu trzeba nadmienić, iż rosyjski gaz sprzedawany na Ukrainę dociera z Rosji do Europy Środkowej gazociągiem Nord Stream. Węgierska strategia energetyczna opiera się na utrzymywaniu dobrych relacji energetycznych z Rosją oraz dążeniu do dywersyfikacji dostaw gazu. Wśród projektów dywersyfikacyjnych kluczowe znaczenie węgierskie dokumenty strategicznej przyznają projektowi połączenia gazowego z Rumunią (rurociąg BRUA), który ma zapewnić dostęp do złóż na czarnomorskim, rumuńskim szelfie gdzie odkryto bogate złoża i planuje się uruchomienie wydobycia w krótkim horyzoncie czasowym.

Budapeszt liczy, iż przyszłe dostawy z Rumunii pokryją połowę krajowego zapotrzebowania na gaz. Uzupełnieniem strategii dywersyfikacyjnej Węgier mogą być nieduże dostawy gazu z chorwackiego, morskiego terminala LNG z wyspy Krk. Węgierskie podmioty zarezerwowały do 2027 r. przepustowość roczną na poziomie niespełna 1 mld m3 gazu. Warto pamiętać, iż rezerwacja przepustowości, to prawo do wykorzystania możliwości regazyfikacyjnych pływającego terminala LNG, nie zaś podpisany kontrakt na dostawy.

Zrealizowania połowa planów

Podsumowując realizację projektów dywersyfikacyjnych dostaw gazu warto przypomnieć z jakimi postulatami zaczynano i co osiągnięto. W listopadzie 2010 r. premier Viktor Orbán w dzienniku „Rzeczpospolita”, na krótko przed węgierską i polską prezydencją w Radzie Unii Europejskiej pisał: „Szczególnie ważną kwestią jest dla nas energia. Naszym wspólnym dziedzictwem historycznym są szlaki dostaw surowców rozbudowywane (..) w taki sposób, by łączyły nas jedynie z Rosją i z nikim innym (…). Szczególnie dotkliwy jest dla nas brak korytarzy energetycznych na osi północ – południe. Dziś jednym z najważniejszych celów jest zatem stworzenie sieci zapewniających niezależność energetyczną, ze szczególnym uwzględnieniem owego połączenia północ – południe, którego brak tak dotkliwie odczuwamy”.

Dziś, z perspektywy ponad dekady, można zobaczyć jak plan niezależności energetycznej został zrealizowany. Bilans nie jest jednoznaczny, zaś polityka Węgier ewoluowała w tej kwestii. Wydaje się, iż Budapeszt przeszedł drogę od silnej krytyki niekorzystnych relacji energetycznych z Rosją do formuły współpracy, w której uzyskał korzyści ekonomiczne na których zależało rządowi – przede wszystkim tańszy gaz i wygodniejszy dla węgierskich finansów model budowy i spłaty elektrowni atomowej.

Nowa umowa gazowa buduje silne relacje z Rosją przez najbliższe 15 lat. Jednak większym wyzwaniem związanym z nowym kontraktem jest fakt, iż Rosjanie uzyskali długoletnią współpracę Węgier w realizacji gazociągu umożliwiającego utrzymanie dominacji gazowej Rosji na Bałkanach i w Europie Środkowej. Z kolei uzyskując zgodę Budapesztu na pominięcie Ukrainy w tranzycie swojego gazu Kreml uzyskał wzrost napięcia politycznego między Budapesztem a Kijowem, który może rzutować negatywnie w przyszłości, ponieważ trudno myśleć o Trójmorzu pomijając potencjał i znaczenie niezależnego państwa ukraińskiego dla całego regionu.

Komentarze (0)

Powiązane artykuły