,
Czy myszy i nietoperze zablokują dostawy norweskiego gazu państw Trójmorza? Urzędnicy ochrony środowiska wstrzymują budowę Baltic Pipe
Baltic Pipe

Mamy do czynienia z decyzją o niebagatelnym potencjale oddziaływania. Zagrożenia dla losów budowy gazociągu Baltic Pipe mogą przynieść działania prawne oraz administracyjne prowadzone na podstawie procedur prawa ochrony środowiska. Obecne wstrzymanie prac na 25 % długości szlaku transportowego z Morza Północnego przez Danię, Morze Bałtyckie do Polski, aż do głównych gazociągów przesyłowych kraju będzie bardzo poważnym wyzwaniem dla dotrzymania terminów harmonogramów budowy.

Choć gazociąg Baltic Pipe to jedna spośród wielu polskich inwestycji realnie przełamujących rosyjski monopol na dostawy gazu ziemnego do Europy Środkowej, to zatrzymanie budowy nie jest bez znaczenia dla wzmacniania bezpieczeństwa energetycznego. Skoro realizowane przez Polskę projekty dostaw gazu od nowych producentów wspierają konkurencję, mechanizmy rynkowe i wolność wyboru konsumenta, zaś konkurencyjny projekt wzmacniający monopol dostawcy ze Wschodu niedawno zyskał akceptację Stanów Zjednoczonych, to zatrzymanie prac przy duńskim odcinku Baltic Pipe może być postrzegane jako rezultat zmieniających się uwarunkowań politycznych w regionie. Im szybciej zostanie odwrócona ta niekorzystna decyzja, tym więcej skorzystają na tym państwa Trójmorza i Polska.

Odrabianie strat

Zaistniały kryzys można rozpatrywać z co najmniej czterech perspektyw – zaczynając od analizy technicznej, przechodząc przez zagadnienia prawne czy konsekwencje dla bezpieczeństwa energetycznego Polski i państw regionu Trójmorza, kończąc na szacowaniu kosztów politycznych wywołanych wstrzymaniem budowy duńskiego odcinka.

Zacznijmy od wymiaru technicznego. Duńska Komisja Odwoławcza ds. Środowiska i Żywności, 31 maja zatrzymała prace na tamtejszym odcinku budowy Baltic Pipe. W zakres prac na tym terytorium wchodzą m.in.: budowa tłoczni gazu w Zealand oraz sześciu odcinków gazociągów o łącznej długość 210-230 kilometrów. To oznacza, że mocą decyzji administracyjnej, której nie można zaskarżyć, nakazano wstrzymanie prac na ¼ długości całego gazociągu Baltic Pipe (szacowana przez polskiego Operatora Gazociągów Przesyłowych GAZ-SYSTEM całkowita długość projektu to 820- 895 kilometrów).

Oprócz wspomnianej na początku wagi wstrzymania prac na 25% długości szlaku transportowego dla dotrzymania terminów z harmonogramów budowy, należy także pamiętać, że z tej przyczyny przyszłe nadrabianie zaległości i opóźnień na odcinku sięgającym ¼ długości całej realizowanej inwestycji, nie da się porównać z odrabianiem strat na kilkunastokilometrowych odcinkach, gdzie mogły pojawić się negatywne oddziaływania na środowisko naturalne.

Można bowiem domniemywać, na podstawie porównania podobnych przypadków, że problemy prawdopodobnie dotyczyły raczej niektórych odcinków inwestycji, nie zaś całego budowanego w Danii lądowego szlaku transportu gazu. Jeśli jednak pozwolenie na budowę obejmowało wszystkie prace lądowe na terytorium Danii – to zgodnie z utartą pragmatyką administracyjną – cofnięto całe pozwolenie, tym samym wstrzymując wszystkie objęte nim prace.

Zagrożony wypoczynek oraz rozmnażanie się myszy i nietoperzy

Przejdźmy teraz do wymiaru prawnego uruchamiającego sytuację kryzysową. Kto i z kim prowadzi spór prawny, który zablokował budowę Baltic Pipe w Danii?

Z komunikatów i informacji prasowych wynika, że kontrowersja wynikła między organami administracji państwa duńskiego, gdy organ wyższy (Komisja Odwoławcza ds. Środowiska i Żywności) uchylił z końcem maja, i odesłał do ponownego rozpatrzenia organowi niższemu, Duńskiej Agencji Ochrony Środowiska, pozwolenie środowiskowe na budowę (z lipca 2019 roku). Tym samym Agencja (organ niższy) została zobowiązana do przeprowadzenia dodatkowych badań koniecznych do oceny, czy lądowy odcinek Baltic Pipe może zniszczyć lub uszkodzić na terytorium Danii tereny lęgowe oraz miejsca odpoczynku niektórych gatunków myszy i nietoperzy.

Najważniejsze pytania

Jak to się ma do inwestora, czyli duńskiej spółki Energinet? Cofnięcie decyzji środowiskowej odbiera jeden z kluczowych dokumentów potrzebnych do prowadzenia robót budowlanych i zmusza inwestora do zaprzestania prac.

Co uchylenie decyzji środowiskowej oznacza dla dalszych działań duńskiej administracji? To, że Agencja Ochrony Środowiska musi przygotować dodatkowe badania.

Ile czasu mogą one trwać? Tu znowu można jedynie domniemywać, ponieważ zakres badań na razie nie jest znany. Może trwać krótko, od terminów liczonych zaledwie w dniach lub tygodniach, aż do wielomiesięcznych badań weryfikujących oddziaływanie planowanej inwestycji na faunę we wszystkich fazach roku kalendarzowego. Jeśli przeprowadzone badania wykażą, że inwestycja ma negatywny wpływ na wypoczynek i rozmnażanie się niektórych gatunków duńskich myszy i nietoperzy, wówczas naturalną konsekwencją będą korekty i zmiany neutralizujące negatywne oddziaływanie.

Jak głęboko mogą one sięgać? To znowu kolejne pole do spekulacji. Mogą być zarówno niewielkie, kosmetyczne oraz łatwe do wprowadzenia, jak i mające istotny wpływ na inwestycje, np. nakazujące korektę lub zmianę części zaplanowanego szlaku. Nie sposób obecnie stwierdzić, w jakim kierunku mogą pójść zmiany. Można jedynie skonstatować, że konieczność ponownego przygotowania decyzji środowiskowej stanowi wymierne zagrożenia dla dotrzymania zaplanowanego terminu oddania do użytku szlaku transportowego, mającego dostarczyć nowy gaz do Polski i państw Trójmorza.

Kontrakt jamalski do lamusa

Zajmijmy się trzecią perspektywą kryzysu wokół Baltic Pipe, związaną z szacowaniem zagrożeń dla bezpieczeństwa energetycznego Polski oraz państw regionu Trójmorza. Z tej perspektywy warto sprawdzić, w jakim stopniu ewentualne opóźnienie budowy Baltic Pipe powodowałoby niepożądane, trwałe skutki dla dywersyfikacji dostaw gazu do Polski i państw regionu.

Jak podaje spółka PGNIG w swoim portalu korporacyjnym, konsumpcja gazu w Polsce w ostatnim roku sięgnęła niespełna 20 mld m3, z czego prawie ¼ została wyprodukowana z własnych złóż, zarówno krajowych, jak zagranicznych (te znajdują się na szelfie norweskim). To oznacza, że ok. ¾ konsumpcji zaspokajał import błękitnego paliwa.

Obecnie największym jednostkowym dostawcą jest Federacja Rosyjska, sprzedająca gaz do Polski na podstawie tzw. kontraktu jamalskiego. W ubiegłym roku dostarczyła ok. 9 mld m3 gazu – niewiele mniej niż połowa rocznej polskiej konsumpcji.

Jaki jest związek pomiędzy kontraktem jamalskim a rurociągiem Baltic Pipe? Taki, że polski rząd oraz krajowy koncern gazowy PGNIG zadeklarował, że kontrakt na dostawy rosyjskiego gazu nie zostanie przedłużony i tym samym wygaśnie z końcem 2022 r.

Między innymi dlatego zaplanowano, że gazociąg Baltic Pipe zostanie oddany do użytku do jesieni 2022 roku, tak aby nowy szlak dostaw miał zdolność dostarczenia paliwa z Norwegii w miejsce wyeliminowanego gazu z Rosji. Instalace zaplanowano do transportu 10 mld m3 gazu rocznie, mniej więcej tyle, ile wynoszą dostawy z Rosji w kontrakcie jamalskim.

Być może dlatego w sferze publicznej pojawiła się opinia, że bez gazociągu Baltic Pipe nie uda się zrezygnować z długoterminowego kontraktu gazowego z Rosją. Wydaje się, że ten pogląd jest osadzony na bardzo wątłych podstawach.

Warto pamiętać, że Baltic Pipe to nie jedyna nowa infrastruktura przesyłowa, uniezależniająca Polskę i region Trójmorza od dominacji i quasi monopolu rosyjskiego Gazpromu. Rozbudowywany terminal LNG w Świnoujściu, jak podkreśla PGNIG w swoich informacjach korporacyjnych, będzie dysponował portfelem ok. 9,3 mld m3 gazu po rozpoczęciu dostaw z wszystkich kontraktów długoterminowych na zakup LNG ze Stanów Zjednoczonych. Dodatkowo w dalszym ciągu będą realizowane dostawy LNG z Kataru.

Tak więc potencjał dostaw LNG prawdopodobnie w chwili wygaśnięcia kontraktu jamalskiego wyniesie tyle, ile Polska kupowała gazu od Rosjan. Warto także zauważyć, że choć Baltic Pipe zaprojektowano do transportu ok. 10 mld m3 norweskiego gazu rocznie, to do tej pory nie podpisano wystarczających do zapełnienia całej przepustowości gazociągu kontraktów. PGNIG nie stało się także właścicielem tylu złóż na szelfie norweskim, by zapełnić gazociąg surowcem z własnego wydobycia. Z tej perspektywy można domniemywać, iż Baltic Pipe po oddaniu do użytku w 2022 roku, transportowałby do Polski znacząco mniej paliwa niż wynosi jego przepustowość.

W związku z tym zasadnym wydaje się stwierdzenie, że jeśli hipotetycznie nastąpiłoby opóźnienie w oddaniu do użytku Baltic Pipe, to nie miałoby to istotnego znaczenia dla bezpieczeństwa energetycznego Polski i państw Trójmorza, zaś potencjalny deficyt, jeśliby wystąpił, byłby zaspokajany importem szlakami lądowymi od sąsiadów z południa i zachodu. Tym samym trudno uznać za oparte na racjonalnych podstawach opinie, iż zawirowania wokół budowy duńskiego odcinka Baltic Pipe muszą prowadzić odnowienia pętli kontraktu jamalskiego z Rosjanami.

Postulat wznowienia prac

Przejdźmy zatem do ostatniego wymiaru analizy związanego z polityką. W tym aspekcie należy przypomnieć, iż gazociąg Baltic Pipe jest w powszechnym odbiorze elit politycznych regionu Trójmorza traktowany jako jeden z kilku realizowanych przez Polskę projektów, mających wyeliminować quasi monopol rosyjskiego Gazpromu w regionie. Tak też muszą być postrzegane nowo tworzone szlaki dostaw gazu dla regionu, gdzie jedna infrastruktura tworzy konkurencję wśród dostawców i wzmacnia grę wolnego rynku, druga zaś monopolizuje rynek i narzuca prymat jednego dostawcy. Ta rywalizacja z pewnością jest uważnie obserwowana przez elity polityczne państw regionu i każde wydarzenie, mające wpływ na budowę tych szlaków lub utrudnienie w ich realizacji, jest prawdopodobnie postrzegane z perspektywy przewag politycznych jednej lub drugiej strony.

W tym ujęciu fakt, że kilkanaście dni temu USA de facto zaakceptowały dokończenie budowy kolejnych nitek Nord Stream wzmacniających dominację rosyjskiego gazu w Europie Środkowej, zaś rurociąg Baltic Pipe, tworzący konkurencję na rynku gazowym Państw Trójmorza, przeżywa perturbacje inwestycyjne na jednym z odcinków budowy, może rodzić określone spostrzeżenia i wnioski.

W tym kontekście ważny postulat sformułował polski wiceszef resortu spraw zagranicznych Marcin Przydacz, łącząc szybkie dokończenie projektu Baltic Pipe z interesem Polski i Europy Środkowej oraz wskazując, że bezpieczeństwo energetyczne nie powinno być traktowane jako mniej istotne niż ochrona środowiska. Trudno nie zauważyć, że z perspektywy interesów politycznych Polski oraz państw regionu Trójmorza, jak najszybsze wznowienie prac budowlanych przy duńskim odcinku Baltic Pipe będzie wymierną miarą zdolności duńskiego partnera do łączenia zagadnień kluczowych – budowy bezpieczeństwa energetycznego regionu z zagadnieniami ochrony środowiska. Wydaje się, że ważną umiejętnością jest współistnienie tych dwóch podejść, nie zaś wykluczanie któregokolwiek ze wskazanych.

Komentarze (0)

Powiązane artykuły