,
Dr Teluk: Unia Europejska w głębokiej defensywie
Unia Europejska Komisja Europejska

Skupiona na wewnętrznych sporach, w tym na uporczywym dyscyplinowaniu Polski i Węgier, UE traci swoje geopolityczne znaczenie i zostaje pozostawiona sama sobie przez Stany Zjednoczone.

Utrata przez Francję 40 mld kontraktu na budowę łodzi podwodnych dla Australii, na rzecz firm USA i Wielkiej Brytanii, histeryczna reakcja Paryża – odwołanie ambasadorów i próby blokowania stosunków ze Stanami Zjednoczonymi na arenie unijnej – świadczą o głębokim kryzysie przywództwa w UE.

Francuzi stracili kontrakt dosłownie w ostatniej chwili. Chodziło o zakup 12 okrętów podwodnych dla australijskiej marynarki wojennej. Francuski Naval Group miał dostarczyć jednostki klasy Attack typu Shortfin Barracuda, posiadające napęd konwencjonalny. Ostatecznie Australijczycy zdecydowali się na samodzielną budowę okrętów z napędem atomowym przy wsparciu technologicznym sojuszników z USA i Wielkiej Brytanii.

„Cios w plecy”

Kontrakt z Australijczykami Francuzi podpisali w 2019 r. Umowa była fetowana w Paryżu. Budowa pierwszych jednostek miała się rozpocząć w 2023 r., a pierwszy statek miał być gotowy w 2030 r. Dla Francji byłby to potężny zastrzyk gotówki. Do projektu zgłosiło się 1100 firm jako potencjalnych podwykonawców. Teraz będą musieli obejść się smakiem.

Rząd w Paryżu dostał białej gorączki. Politycy mówili o ciosie w plecy i porównywali administrację Joe Bidena do Donalda Trumpa, jakby to była obelga. Z kolei premier Australii Scott Morrison poinformował ze spokojem o zawarciu paktu obronnego ze Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią (AUKUS) i oświadczył, że oferta amerykańsko-brytyjska bardziej odpowiada strategicznym interesom narodowym jego kraju.

Francuzom to nie wystarczyło, więc zaczęli podważać całą powojenną współpracę transatlantycką. W Brukseli zaczęli grę na opóźnienie rozmów technologicznych i handlowych między USA a UE. Komisja Europejska musiała odpierać ataki Paryża, który oskarżał Amerykanów o dwulicowość i oportunizm, odwołując kolejne spotkania z delegacjami z USA i Wielkiej Brytanii.

„Coś więcej niż dwustronny temat handlowy”

Komisja Europejska oczywiście podziela emocje Francuzów. Przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen nazwała działania USA i Brytyjczyków „nieakceptowalnymi”. Dyskusję na ten temat zapowiedział też Charles Michel przewodniczący Rady Europy. „Kiedy sojusz transatlantycki jest mniej solidny, nie jest to dobre dla bezpieczeństwa w Europie i na całym świecie” – powiedział Michel. „To coś więcej niż dwustronny temat handlowy lub przemysłowy” – dodał. Francuska duma narodowa została zraniona, ale więcej zrobić się z tym po prostu nie da. 

W tym pacyficznym dealu chodzi jednak o coś więcej niż duże pieniądze. To rozważny krok strategiczny, w którym liczą się przede wszystkim globalne sojusze przeciwko Chinom.

Dla Australii partnerem są właśnie Stany Zjednoczone i Wielka Brytanii, a nie strojąca fochy jak dziecko Unia Europejska. Nowy sojusz to odpowiedź na wzrastające zagrożenie ze strony Pekinu. Australijczykom poczucia bezpieczeństwa nie zapewni ani Francja, ani Niemcy, ani cała UE.

UE: biurokratyczna i podzielona

Dlatego Bruksela powinna jak najszybciej otrzeźwieć. Bratające się z Rosją Niemcy, słabnąca Francja, muszą skłonić decydentów do szukania jedności i wzmacniania europejskich regionów, w szczególności Trójmorza. Silne państwa narodowe są większą gwarancją bezpieczeństwa Europy niż biurokratyczny, podzielony i coraz bardziej archaiczny twór w Brukseli.

Jeśli UE nie chce wypaść z globalnego obiegu, ma sporo do nadrobienia w kwestii obronności. Nie chodzi o budowę superpaństwa z własną armią, ale raczej o zobowiązanie się poszczególnych krajów do zwiększenia wydatków na obronność. To dużo ważniejsze od praw LGBT czy dostępności aborcji.

W przypadku, gdyby Bruksela zaniechała kwestie bezpieczeństwa, ktoś na arenie globalnej zajmie jej miejsce. W kolejce do sojuszu z Amerykanami, Brytyjczykami i Australijczykami stoją już Kanadyjczycy, Japonia czy Korea Północna. Wówczas Unii pozostaną tylko przepychanki z Rosją, a w długim terminie, być może, pełzająca kapitulacja.

Komentarze (0)

Powiązane artykuły