,
Mińsk uderza w Polską mniejszość. Prof. Żurawski vel Grajewski: możliwe są krwawe prowokacje
Przemysław Żurawski vel Grajewski

– Mieliśmy do czynienia przygotowaniem prowokacji na wypadek problemów wewnętrznych na Białorusi, gdzie oczywiście wiadomo było, że wrogiem odpowiedzialnym za te wszelkie problemy, czyli za bunt przeciwko Łukaszence, będzie Polska – mówił portalowi wPolityce.pl o zatrzymaniach działaczy polskiej mniejszości na Białorusi prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski, wiceprezes Stowarzyszenia Trójmorze.

W tym tygodniu białoruskie służby zatrzymały działaczy Związku Polaków na Białorusi – prezes ZPB Andżelikę Borys (skazano ją na 15 dni aresztu), a także Andrzeja Poczobuta, Irenę Biernacką i Marię Tiszkowską – członków zarządu organizacji. W sprawie tej zareagowały polskie władze, ale także przedstawiciele instytucji unijnych, amerykańskiego Departamentu Stanu czy – między innymi – prezydent Litwy i łotewskie MSZ.

„Gorzki teatr polityczny”

Na pytanie portalu wPolityce.pl, dlaczego nasiliły się represje wobec Polaków na Białorusi, prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski odparł, że „mieliśmy do czynienia przygotowaniem prowokacji na wypadek problemów wewnętrznych na Białorusi, gdzie oczywiście wiadomo było, że wrogiem odpowiedzialnym za te wszelkie problemy, czyli za bunt przeciwko Łukaszence, będzie Polska”.

To właśnie Polskę, jak przekonuje politolog, „obsadzono w roli” kraju, który przyczynił się do masowych protestów przeciwko rządom prezydenta Alaksandra Łukaszenki. Podobnie też władze w Mińsku przedstawiają Litwę. – Ten teatr polityczny, gorzki, odbywa się w ramach tego scenariusza. Wszelki bunt poczciwych Białorusinów, którzy przecież nigdy sami nie zbuntowaliby się przeciwko ojcu Łukaszence, jest winą Polaków – stwierdził wiceprezes Stowarzyszenia Trójmorze.

Czytaj także:

„Możliwe są krwawe prowokacje”

Prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski nie wykluczył, że dojdzie do pokazowych procesów działaczy polskiej mniejszości na Białorusi. Jego zdaniem „surowe represje są możliwe, włącznie z jakimiś krwawymi prowokacjami i ich następstwami”.

Politolog przypomniał, że wymierzone w Polskę prowokacje ze strony Łukaszenki zdarzały się już wcześniej. Przypomniał incydent z 1995 roku, kiedy Warszawa starała się o akcesję do NATO. Wówczas to na polsko-białoruskiej granicy zestrzelono balon z dwoma amerykańskimi pilotami – obaj zginęli. – Artyleria przeciwlotnicza zestrzeliła ten balon po to, żeby mieć incydent w relacjach polsko-białoruskich, żeby pokazywać, że Polska nie może wejść do NATO, bo wciągnie Sojusz do jakiegoś konfliktu – mówił portalowi wpolityce.pl wykładowca Uniwersytetu Łódzkiego.

Źródło: wpolityce.pl

Fot. ilustracyjna: IPN

Komentarze (0)

Powiązane artykuły