,
[Opinia] Polemika Gorana Andrijanicia z artykułem Denisa Romca „Polskę i Chorwację łączy nie tylko to samo określenie granicy, ale także brutalność traktowania uchodźców i migrantów”,

Ten tekst został pierwotnie opublikowany na chorwackiej stronie internetowej Narod.hr. Jest on polemiką z artykułem Denisa Romca „Polskę i Chorwację łączy nie tylko to samo określenie granicy, ale także brutalność traktowania uchodźców i migrantów”, opublikowanym w chorwackim dzienniku Vecernji list 27 listopada 2021 r.

W momencie gdy piszę ten tekst, polskie służby wciąż walczą na granicy polsko-białoruskiej z falą nielegalnej imigracji skierowanej na Unię Europejską przez reżim Aleksandra Łukaszenki, z „błogosławieństwem” Moskwy. Polska policja i wojsko od kilku miesięcy chronią jej w bardzo trudnych warunkach. Poza wymagającymi psychologicznie zadaniami przechwytywania nielegalnych imigrantów i udzielania pomocy potrzebującym, Polacy spotykają się również z przemocą,  często z strony samych migrantów, którymi manipulują białoruskie służby.

Migranci wielokrotnie atakowali kamieniami polską straż, raniąc dziesiątki policjantów. Wśród migrantów zgrupowanych po stronie białoruskiej zawsze znajdują się uzbrojeni żołnierze Łukaszenki, którzy „monitorują” sytuację. Niektóre raporty mówią nawet o organizowaniu szkoleń dla niektórych migrantów w białoruskich służbach.

Przewiduje się możliwość eskalacji prowokacyjnych zachowań, jak i użycie białoruskiej broni przeciwko polskim służbom granicznym.

Niedawno kilka masztów oświetleniowych Straży Granicznej zostało zniszczonych przez kule z broni pneumatycznej.

Trudno nie odczytać tego sygnału jako kolejne ostrzeżenie oraz zapowiedź możliwej eskalacji.

Jednocześnie oprócz presji na granicy toczy się wojna informacyjna przeciwko polskiej Straży Granicznej. Prowadzą ją przede wszystkim media białoruskie i rosyjskie, które regularnie relacjonują wydarzenia na granicy, przekazując narrację o „bezdusznej polskiej policji”, która „używa siły wobec imigrantów i sprowadza ich z powrotem na Białoruś”.

Ta narracja służy wojnie hybrydowej przeciwko Polsce i państwom bałtyckim. Przedstawia kryzys na granicy wyłącznie jako problem humanitarny. I przy tym, oczywiście, kompletnie przemilcza fakt, że fala migrantów jest wynikiem starannie zaplanowanej operacji reżimu Łukaszenki, który od miesięcy organizuje loty z Bliskiego Wschodu.

Do Białorusi latają tysiące ludzi z takich krajów jak Irak, Syria i inne, którym obiecano łatwy przelot do Niemiec i którzy zapłaciły za to duże sumy.

Niestety, w tej wojnie informacyjnej wymyślonej na wschodzie uczestniczy także część mediów w Polsce i pozostałej części Europy.

Niedawno do tej wojny dołączył również chorwacki „Večernji list”, największy dziennik w tym kraju, z komentarzem Denisa Romaca.

We wspomnianym tekście komentator „Večernjego listu” powtarza kilka kłamstw, które reżim Łukaszenki wykorzystuje przeciwko Polsce.

Mianowicie, jasno udokumentowany fakt, że za migrantami na wschodniej granicy stoi operacja Łukaszenki opisuje tylko jako „polską interpretację kryzysu”. Dziennikarz pisze zresztą, że ma ona poparcie Unii Europejskiej, co jest dla niego „szokującym faktem”.

Dalej, Romac przekonuje Chorwatów, że działania polskiej policji na pograniczu są „nielegalne” oraz, że Polska zalegalizowała praktyki „push backu”, które, jego zdaniem są „sprzeczna z prawem europejskim”.

Co prawda pod koniec października Polska przyjęła zasadę, zgodnie z którą osoba zatrzymana na nielegalnym przejściu granicznym nie może ubiegać się o wizę w Polsce. Zrobiono to jednak, aby wysłać jasny sygnał, że Polska nie jest otwarta na nielegalną imigrację.

Jednocześnie w sytuacjach, gdy polska Straż Graniczna napotka osoby mające problemy zdrowotne i inne, udziela im pomocy lub przekazuje do pobliskich szpitali. Są wśród nich kobiety i dzieci, (choć nie za dużo) przenoszone później do ośrodków, w których otrzymują stosowną opiekę.

Ponadto, jeśli nielegalny migrant może udowodnić, że ucieka z sytuacji zagrażającej jemu i jego rodzinie, może ubiegać się o zezwolenie na pobyt w Polsce.

Ważne jest przypomnieć, że migranci w czasie kiedy mogli to robić, rzadko składali wnioski o ochronę międzynarodową w Polsce. Ich celem są bowiem kraje zachodnie. Jeśli decydowali się wrócić na Białoruś to tylko po to, aby ponownie próbować przekroczyć nielegalnie granicę, zamiast składać wniosek w Polsce (bo to oznaczało, że nie mogli tego zrobić w Niemczech ani w żadnym innym kraju).

Niedawno została ogłoszona informacja, że większość migrantów uciekła z otwartego ośrodka, prowadzonego przez Fundację Dialog, ale opłacanego przez państwo polskie. Z 286 z nich tylko 28 pozostało w centrum, reszta uciekła na zachód. Jest zupełnie jasne, że migranci i ci, którzy ich wspierają, postrzegają Polskę jedynie jako przystanek na drodze nielegalnej migracji. Warszawski rząd nie chce na to pozwolić, bo oznaczałoby to przybycie dziesiątek, a może setek tysięcy nielegalnych imigrantów (których Niemcy i inni nie chcą przyjmować), zerwanie granicy państwowej, destabilizację polityczną i zwycięstwo reżimu Łukaszenki.

To wszystko oczywiście nie interesuje Romca i podobnie do niego myślących.

Oni widzą realne zagrożenia dla bezpieczeństwa obywateli Polski i UE jako „polską interpretację wydarzeń”.

To jednak nie jest niczyja interpretacja, ale rzeczywistość. Podobnie jak rzeczywistością jest około 100 tys. rosyjskich żołnierzy zgrupowanych obecnie na granicy z Ukrainą (o czym Romac wspomina w swoim tekście, ale nie wyciąga z tego żadnych wniosków). Wielu postrzega ten fakt i kryzys na polskiej granicy jako spójną sekwencję wydarzeń.

Infantylne naleganie na „świat bez granic”, akceptowanie nielegalnej migracji za „prawo człowieka” i propagowanie podobnych koncepcji jest jedną rzeczą.

Czymś kompletnie innym jest jednak świadome ignorowanie realnych zagrożeń dla bezpieczeństwa obywateli Europy i cyniczne opisywanie krajów, które o to walczą, jako tych, które „systematycznie depczą podstawowe wolności”. 

Romac uważa za takie Polskę i Chorwację oraz ich służby graniczne. Według dziennikarza, odpowiedzialność za obecny dramat migrantów jest równo podzielony między Białoruś i Polaków. Jest to skandaliczna teza wprost postawiona w tekście.

Ostateczną ocenę tego, do której z tych dwóch kategorii – infantylizmu czy cynizmu – należy ten dziwny tekst Denisa Romca, zostawiam czytelnikom „Večernjego listu”.

Ja w swoim imieniu mogę tylko napisać, że w tym przypadku obie kategorie uważam za równie niebezpieczne.

Komentarze (0)

Powiązane artykuły