,
Po uziemieniu samolotu Ryanair. Białoruś stała się krajem wysokiego ryzyka
Ryanair

Unia Europejska nakłada sankcje na Mińsk i zakazuje lotów nad Białorusią. Wszystko w trosce o bezpieczeństwo pasażerów.

Bruksela zarzuca Białorusi uprowadzenie samolotu Ryanair, lecącego do Wilna, z podróżującym opozycjonistą Ramanem Pratasiewiczem oraz jego dziewczyną. Na pokładzie maszyny znajdowali się prawdopodobnie agenci KGB, którzy inwigilowali założyciela niezależnego kanału Nexta.

W bezceremonialny sposób, zarejestrowany w Polsce, latający w ramach irlandzkich linii lotniczych samolot, pod pretekstem bomby na pokładzie, został zmuszony do zmiany trasy i lądowania na Białorusi w asyście myśliwców. Tam na Pratasiewicza czekały już służby reżimu Aleksandra Łukaszenki.

Coraz częściej pojawiają się głosy za całą akcją skierowaną w białoruską opozycję demokratyczną może stać Kreml. Rzeczniczka rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych Maria Zacharowa oświadczyła, że jest zdziwiona reakcją UE. – Krew i cierpienie milionów na całym świecie wybiły spod zachodnich demagogów stołek, z którego głosili swoje kazania – napisała.

Białoruś narzędziem Kremla?

Niewykluczone więc, że Kreml wysługuje się Białorusią, aby stopniować napięcie w relacjach z Zachodem. Jednocześnie pomaga reżimowi Łukaszenki w pozbywaniu się przeciwników politycznych. Dziennikarz Xavier Messing uważa, że operacja wpisuje się także w plan wchłonięcia Białorusi przez Rosję i jest charakterystyczna dla służb specjalnych tego kraju.

To nie pierwszy incydent z udziałem samolotu pasażerskiego. W 2014 r. został zestrzelony malezyjski Boening 777. Grupa niezależnych dziennikarzy Bellingcat dowiodła, że trafiła go rosyjska rakieta wystrzelona przez separatystów z wschodniej Ukrainy. Zginęło wówczas 298 cywilów.

Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro wszczął śledztwo w kierunku „użycia podstępu i groźby w celu przejęcia kontroli nad statkiem powietrznym oraz pozbawienia wolności jego pasażerów” czyli działanie z art. 166 par. 1 i art. 189 par. 1 Kodeksu karnego.

Fot. Tobias Arhelger – stock.adobe.com

Komentarze (0)

Powiązane artykuły