,
Polska kupuje tureckie drony. Prof. P. Żurawski vel Grajewski: transakcja nie dokonuje się w politycznej próżni, intensyfikacja stosunków Warszawy i Ankary
Przemysław Żurawski vel Grajewski

W artykule na portalu tvp.info prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski,  wiceprezes Stowarzyszenia Trójmorze, ekspert portalu Trójmorze, analizuje zakup przez Warszawę tureckich dronów bojowych. Wskazuje także, że „odpychanie Turcji od Zachodu nie leży w interesie Polski”.

Prof. Żurawski vel Grajewski opisuje specyfikę dronów bojowych Bayraktar TB2. Jak zaznacza, parametry tych maszyn „zapewniają szerokie możliwości użycia operacyjnego”. Sprzęt ten bowiem może osiągać maksymalną prędkość ponad 220 km/h, pułap operacyjny do 6750 m i 150-km zasięg.

Sprawdzony sprzęt

„Zakup 4 zestawów oznacza więc wyposażenie WP (Wojska Polskiego – red.) w 24 aparaty latające, zdolne do rażenia celów nieprzyjacielskich – np. czołgów. Kupowane przez Polskę drony będą bowiem wyposażone w pociski przeciwpancerne” – czytamy.

Politolog przypomina, że zakupiony przez polską armię sprzęt miał już okazję sprawdzić się w boju, m.in. w Syrii, Libii czy podczas używania go przez wojska Armenii. Drony Bayraktar TB2 zakupiła też m.in. Ukraina, która „po potwierdzeniu wysokiej skuteczności tych aparatów w starciu z rosyjskim sprzętem w wojnie o Karabach” zwiększyła swoje zamówienie na maszyny.

Prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski wskazuje, że choć MON zamierza premiować podczas swoich zakupów rodzimych producentów, to „w ofercie polskiego przemysłu zbrojeniowego obecnie nie ma takiej broni”. „Priorytet w zakupach sprzętu bojowego jest tylko jeden – użyteczność na polu walki z uwzględnieniem czasu i skali wejścia danych systemów uzbrojenia do służby. Wziąwszy to pod uwagę, drony tureckie nie mają obecnie realnej konkurencji” – przekonuje ekspert.

Czytaj także:

Zakupy Polski w Turcji „nie dokonują się w politycznej próżni”

Pisząc o kontekście zakupu, wiceprezes Stowarzyszenia Trójmorze zauważa, że Polska to drugi kraj (po Turcji właśnie) NATO, który zaopatrzy się w Bayraktar TB2. Niemniej, sprzętem tym interesują się kraje wschodniej flanki Sojuszu Północnoatlantyckiego. Zakupy Warszawy (ale też Kijowa), jak wskazuje prof. Żurawski vel Grajewski, mogą „działać zachęcająco na pozostałe państwa w regionie, otwierając dla tureckich dronów bojowych rynki zbrojeniowe” w regionie. Takie transakcje to otwarcie drogi do „silniejszego związania interesów Turcji z całą wschodnią flanką NATO”.

Prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski zauważa, że kontrakt Warszawa-Ankara „nie dokonuje się w próżni politycznej”. Wskazuje na intensyfikację kontaktów obu krajów. Przypomina, że w kwietniu szefowie MSZ Polski, Rumunii i Turcji właśnie spotkali się w Bukareszcie, by rozmawiać o bezpieczeństwie wschodniej flanki NATO i obszaru Morza Czarnego, „osiągając daleko posuniętą zbieżność poglądów”.

Wiceprezes Stowarzyszenia Trójmorze wskazuje na to, w jakim kontekście polskie wojsko inwestuje w turecki sprzęt. „Turcja od 2016 r. jest pełnoprawnym uczestnikiem projektu Via Carpatia – jednego z czołowych przedsięwzięć Inicjatywy Trójmorza. Od września 2020 r. w ramach sił NATO służbę w Turcji pełni Polski Kontyngent Wojskowy (80 żołnierzy). Właśnie odbywają się manewry NATO Steadfast Defender 2021, a w ich ramach coroczne ćwiczenia Noble Jump NATO, w czasie których zostaną przerzucone do Rumunii Siły Zadaniowe Bardzo Wysokiej Gotowości VJTF (Very High Readiness Joint Task Force), kierowane przez Turcję” – zauważa. Jego zdaniem, zacieśnienie więzi Turcji z NATO jest pożądane przez Polskę i wschodnią flankę Sojuszu Północnoatlantyckiego, a także Wielką Brytanię.

„Wschodnia flanka NATO za zacieśnieniem stosunków z Turcją”

Te więzi – podkreśla Przemysław Żurawski vel Grajewski – zostały w ostatnich latach rozluźnione. Miały na to wpływ spięcia Ankary z Waszyngtonem, „rywalizacja turecko-francuska w Libii” czy sporami Ankara-Ateny i Ankara-Berlin.

„Odpychanie Turcji od Zachodu nie leży w interesie Polski. Jak dotąd jego głównym skutkiem jest chwiejny i przeplatany starciami flirt turecko-rosyjski, sprzeczny z najżywotniejszymi interesami całej wschodniej flanki NATO, ale także z głównym nurtem dziejów i tradycji tureckiej, a długofalowo również z żywotnymi interesami Turcji” – zauważa Przemysław Żurawski vel Grajewski w swoim artykule na portalu tvp.info.

Politolog podkreśla, że zarówno główne państwa położone między Niemcami a Rosją – Polska, Rumunia i Ukraina – ale i pozostałe kraje wschodniej flanki NATO są „żywotnie zainteresowane” tym, by „flirt” turecko-rosyjski „się załamywał”. Rzeczona państwa „z radością powitają zacieśnienie związków z tradycyjnie im przyjazną Turcją”.

Fot. IPN

Komentarze (0)

Powiązane artykuły