,
Stare koncepcje, nowe możliwości. O komplementarności strategii Niemiec i Rosji wobec Trójmorza
Putin Merkel

„Zarówno bohaterska obrona Stalingradu, jak i leninowski pokój brzeski jednakowo dobrze mieszczą się w ramach bolszewickiej gry, zawsze trzeźwej i dalekiej od samobójczego mistycyzmu germańskich Nibelungów”

Gieorgij Fiedotow

Jak pisał kpt. Jerzy Niezbrzycki ps. Ryszard Wraga, niemal przez dekadę kierujący Referatem Wschód Oddziału II SG, po obu stronach pomostu bałtycko-czarnomorskiego, czyli Trójmorza, przez wieki kształtowały się dwie potęgi centralistyczne – Niemcy i Rosja[1]. Według polskiego sowietologa obszar ten stanowi zagrożenie zarówno dla interesów niemieckich, jak i rosyjskich; dlatego – mimo że oba te państwa rywalizują ze sobą – podejmują również taktyczną współpracę dla likwidacji dzielących je buforów.

Po raz pierwszy doszło do niej podczas rozbiorów Rzeczpospolitej. W latach 1914–1918 Niemcy bezskutecznie próbowali przesunąć swoją strefę wpływów na wschód, tracąc ostatecznie na rzecz Polski większość ziem zabranych w wyniku rozbiorów. Odradzająca się Rzeczpospolita stanowiła zagrożenie dla interesów niemieckich, dlatego środowisko junkrów pruskich (na czele z feldmarszałkiem Paulem von Hindenburgiem), których interesy na wschodzie były najbardziej zagrożone, było gotowe współpracować zarówno z „białą” jaki i sowiecką Rosją, niedawną swoją rywalką, której narzucono traktat pokojowy w Brześciu. Przegrana w wojnie nie pozwoliła Niemcom na realizację koncepcji Mitteleuropy[2], autorstwa Friedricha Naumanna. Pruska arystokracja do końca, lecz bezskutecznie starał się chociaż częściowo podporządkować Niemcom północny skrawek Europy Środkowej. Ich słaba pozycja nakazywała jednak poszukiwania wsparcia u swoich rosyjskich rywali.

W tym duchu zawarty został układ niemiecko-sowiecki w Rapallo 16 kwietnia 1922 r., którego 80. rocznicę będziemy obchodzić w tym roku. Kontynuacją działań na tej linii był pakt Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 r., który umożliwił m.in. likwidację Polski i nowy podział stref wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej. Podział ten musiał być tymczasowy, gdyż cele strategicznie zarówno III Rzeszy, jak i ZSRS mogły być osiągnięcie tylko w wyniku konfrontacji tych dwóch państw, która ostatecznie miała zdecydować o ładzie w Europie Środkowo-Wschodniej. Ponownie Niemcy ponieśli klęskę tracąc kolejne terytoria na rzecz ZSRS oraz PRL, aż po Odrę. Mimo to nie osłabiło to niemieckiego zapału do współpracy z Rosjanami. Niemalże płynnie od zakończenia wojny część środowisk niemieckich (junkrzy pruscy, politycy CSU, czy oficerowie wywiadu, skupieni w ramach Organizacji Gehlena) przeszła do współpracy z antykomunistyczną emigracją rosyjską, snując plany nowego podziału stref wpływów w Europie Środkowej po upadku komunizmu. Przeszkodę dla realizacji swoich planów widzieli oni w zbyt dużej Polsce, którą zamierzali zneutralizować poprzez politykę informacyjną i operacje wpływu w taki sposób, by dokonać podziału stref wpływów na jej terenie. Oczywiście w RFN działały liczne środowiska „wypędzonych”, którzy domagali się zwrotu ziem wschodnich, lecz ostatecznie to koncepcja politycznego podporządkowania sobie Polski we współpracy z Rosja zwyciężyła i jest realizowana po dziś dzień, mimo że Polska, jak większość krajów Europy Środkowej, weszła do Unii Europejskiej i NATO.

Idea zjednoczenia Europy po II wojnie światowej była bardzo popularna nie tylko wśród zachodnich, ale również środkowo-europejskich polityków, zwłaszcza polskich. Polacy po drugiej wojnie światowej, jako przegrani wśród zwycięzców, uważali że tylko szerszy blok państw będzie mógł zapewnić stabilność na kontynencie. Od początku jednak większość działaczy międzymorskich i prometejskich zwracała uwagę na potrzebę ograniczenia wpływów RFN, która po ewentualnym zjednoczeniu z NRD według polskich analiz niechybnie sięgnęłaby po dominację nad planowanym związkiem państw europejskich. Dlatego też polski rząd (już w czasie wojny) próbował doprowadzić do wstępnego zbliżenia z innymi państwami środowoeuropejskimi, zwłaszcza z Czechosłowacją, która jednak w 1943 r., za sprawą prosowieckiej polityki Edwarda Benesza wycofała się z planów federacji z Polską. Organizacja Europy Środkowo-Wschodniej na zasadach jednej lub dwóch federacji lub konfederacji miała na celu wzmocnienie regionu przed wspólnym przystąpieniem tych państw do związku z silniejszymi państwami Europy Zachodniej. Przede wszystkim obawiano się Niemiec, które nawet po pokonaniu ich przez Aliantów nadal stanowiłyby zagrożenie dla niezależności państw Europy Środkowo-Wschodniej.

Szereg szczegółowych analiz i koncepcji, jakie powstały zwłaszcza między 1940 a 1951 r. nie został dostatecznie wykorzystany w polskiej analityce po 1990 r., kiedy teoria mogła wreszcie zostać zweryfikowania w praktyce. Kolejne polskie rządy z entuzjazmem dążyły do integracji z Unią Europejską nie zwracając uwagi na zagrożenia towarzyszące temu procesowi. Kierunek zjednoczenia z Europą był jak najbardziej słuszny, lecz nie należało zapominać o podwójnej roli zachodniego sąsiada Polski, który – jak się z czasem okazało – brutalnie wykorzystywał swojego przewagi do narzucania innym, mniejszym państwom Unii własnych rozwiązań, czyniąc z Europy Środkowej rezerwuar sił i środków potrzebnych dla własnego rozwoju. Co gorsza, dla realizacji swoich celów strategicznych, tak jak zakładał Reinhard Gehlen oraz niemieccy politycy na przełomie lat 40. i 50., Niemcy były gotowe odnowić współpracę z niekomunistyczną Rosją. Skutki tej polityki były najlepiej widoczne w okresie rządów koalicji PO-PSL, kiedy Polska została sprowadzona do roli milczącego wykonawcy polityki niemieckiej (nawet w sferze polityki historycznej), obliczonej na prowadzony wspólnie z Federacją Rosyjską drenaż gospodarczy całego regionu, połączony z utrzymaniem zależności surowcowej od Rosji i pogłębieniem zależności technologiczno-energetycznej od Niemiec. Celem polityki obu polskich sąsiadów było również niedopuszczenie, by w regionie środkowoeuropejskim wytworzyły się bliższe relacje bilateralne z USA. Dlatego też Berlin nie był w stanie zaakceptować polityki Donalda Trumpa, który poprzez bliższe związki z Polską i państwami Trójmorza chciał zapobiec współpracy niemiecko-rosyjskiej, zahamować rosyjską ekspansję w przestrzeni postsowieckiej, utrzymać spoistość sojuszu i zmobilizować do większych wysiłków obronnych państwa, które nie wywiązywały się z zobowiązań dotyczących środków wydatkowanych na budżet obronny, jak chociażby Niemcy, które od kilkudziesięciu lat wykorzystują amerykański parasol ochronny do realizacji własnej strategii, sprzecznej z interesem pozostałych państw Unii Europejskiej i NATO, gdyż zakładającej strategiczną współpracę polityczno-gospodarczą z Federacją Rosyjską, która obok Chin jest najgroźniejszym przeciwnikiem USA.

Stworzona w latach 40. i 50. idea Unii Europejskiej, opartej na wartościach chrześcijańskich, prawie rzymskim i greckiej filozofii nie ma wiele wspólnego z promowanym obecnie w – zdominowanej przez wpływy niemieckie – Brukseli modelem superpaństwa europejskiego, ze standardami rodem z Prus Fryderyka Wielkiego. Nie jest to również nowe Cesarstwo Rzymskie, lecz twór bardziej scentralizowany i podporządkowany narodowym interesom niemieckim.

Najczarniejszy scenariusz, który zakładali polscy politycy emigracyjni w ciągu pół wieku wkroczył w fazę decydującą. Takie przyspieszenie procesu integracyjnego okazało się możliwe po wyjściu z Unii Europejskiej Wielkiej Brytanii, która, jako jedno z najsilniejszych państw europejskich, przejawiające aspiracje do prowadzenia własnej polityki, opuściła Unię. Obecnie Londyn nie jest obciążony regulacjami brukselskimi, a swoją politykę bezpieczeństwa tradycyjnie koordynuje przede wszystkim ze swą byłą kolonią, czyli USA.

Korzystna dla planów niemieckich okazała się również prezydentura Joe Bidena, który szybko przystąpił do realizacji polityki odbudowy relacji amerykańsko-niemieckich, co musiało również zakładać próbę resetu z Rosją. Dlatego też podjął decyzję o zdjęciu sankcji z NS2, kluczowego dla powodzenia niemieckiej i rosyjskiej strategii projektu politycznego. Ponadto okazał się zwolennikiem polityki ograniczenia emisji CO2, politycznie wspierając w tych dążeniach Niemcy, które w odnawialnych źródłach energii widzą źródło swojej potęgi i dominacji nad państwami takimi jak Polska, które zmusza się do przyspieszonej i niezwykle kosztownej transformacji energetycznej. Nie była to jednak jedyna przeszkoda dla realizacji koncepcji niemieckiej. Fanatycznie forsowane rozwiązania dotyczące polityki klimatycznej, dobitnie pokazują intencje niemieckie. Berlin uderza nie tylko w Europę Środkowo-Wschodnią, lecz również Francję, albowiem postulat likwidacji elektrowni atomowych ma charakter ideologiczny, ale i praktyczny (ma wydatnie wzmocnić gospodarkę niemiecką, bazującą na energii odnawialnej i osłabić rozwój pozostałych państw EU, bazujących na atomie i węglu, jak Francja, czy Polska).

Ekipa Bidena wadliwie odczytała intencje Kremla, który podejmuje agresywne działania nie dlatego, że czuje się zagrożony przez 4 tys. żołnierzy USA w Polsce, lecz dlatego, że wyczuwa słabość swoich przeciwników. Tym samym popełnił on kardynalny błąd, który może zaszkodzić nie tylko Europie Środkowo-Wschodniej, ale także samym USA.

            Nowa polityka amerykańska otwiera okno możliwości zarówno dla Rosji, jak i Niemiec w Europie Środkowo-Wschodniej. Pozostaje pytanie, czy USA konsekwentnie będą brnąć w ślepą uliczkę resetu, czy też skorygują ten kurs, na skutek rzucających się w oczy strat, związanych z polityką ustępstw.

Przyspieszający projekt unifikacji Unii Europejskiej, w który wpisany jest gospodarczy drenaż Trójmorza, zwłaszcza najbardziej powiązanej z rynkiem niemieckim i największej Polski. Krytycy obecnej polityki rządu polskiego, który sprzeciwia się centralizacji brukselskiej, uważają, że sprzyja on Federacji Rosyjskiej i wpycha Polskę w jej strefę wpływów. Czy aby na pewno jest to winą obecnego rządu polskiego, czy jednak efektem  działań Berlina? Przyspieszająca w ostatnich latach odbudowa bloku sowieckiego jest konsekwencją nie tylko nowej polityki Waszyngtonu, lecz przede wszystkim od wielu lat realizowanej strategii Berlina, który wdrażając swój projekt unifikacji Europy z pomocą rosyjskiej stupajki, wytwarza również klimat do podobnych, lecz prowadzonych w sposób bardziej siłowy, zmian w Europie Wschodniej, dając Rosji argumenty dla wzmocnienia kontroli nad byłymi republikami sowieckimi, może wręcz ponownej refederalizacji przynajmniej części z nich (w przypadku Białorusi proces ten wydaje się być najbardziej zaawansowany, ale nie wydaje się, by Moskwa zamierzała poprzestać na tym jednym kraju). Berlin umożliwia finansowe zabezpieczenie ekspansji rosyjskiej, bo jak inaczej odczytywać projekt budowy NS2? Także politycznie popiera dominację rosyjską nad byłymi republikami ZSRS, naciskając na Kijów w sprawie akceptacji niekorzystnych dla Ukraińców porozumień mińskich  (de facto prowadzących do podporządkowania Ukrainy Rosji), odmawiając w grudniu 2021 r. sprzedaży broni Ukrainie i uznając ustami ustępującej, wieloletniej kanclerz Angeli Merkel, Aleksandra Łukaszenkę za prezydenta Białorusi (w tej kwestii Niemcy wyłamały się spośród pozostałych państw UE). Nie można również lekceważyć słów gen. Andrzeja Kowalskiego, byłego szefa Służby Wywiadu Wojskowego, który wprost zwrócił uwagę na strategiczną współpracę Berlina i Kremla w kwestii NS 2 – „Od kilku lat próbujemy opóźnić, albo nawet uniemożliwić budowę Nord Stream. Chociaż główni sponsorzy projektu ciągle podkreślają, że jest to projekt czysto „ekonomiczny”, my nie mamy złudzeń, co on przedstawia. Najgorsze skojarzenia biegną do poziomów strategicznej współpracy, głęboko historycznie osadzonej, pomiędzy Rosją i Niemcami”[3].

Podsumowując między Rosją a Niemcami rysuje się nowy podział wpływów. Nie jest on przesądzony, lecz takie są cele strategii Berlina i Moskwy. Z jednej strony Europa Zachodnia zjednoczona pod niemieckim przewodnictwem, z drugiej strony Rosja w granicach Związku Sowieckiego. Jakie będzie w tym świecie miejsce Polski i pozostałych państw środkowoeuropejskich? Znów znalazły się one między dwoma blokami, które roszczą sobie do nich prawo. Czy jednak Polska musi zostać podzielona? Niekoniecznie. Polska może być drenowana, przynajmniej na początku, przez oba państwa jednocześnie, dopóki Kreml nie uzna za stosowne ponownie poszerzyć swoje wpływy. Elity rosyjskie zawsze traktowały granicę imperium rosyjskiego jako umowną i gotowe są przyjąć w obszar swojej Unii Eurazjatyckiej, czy Imperium Wszechsłowiańskiego nieskończoną liczbę narodów, wciąż stawiając sobie nowe cele ekspansji. Ekspansja ta musi postępować, gdyż Rosja oparta jest na prymitywnej gospodarce, zaś gros jej dochodu pochodzi ze sprzedaży surowców, a na tym polu możliwości zaczynają się powoli wyczerpywać.

Idea współpracy niemiecko-rosyjskiej, ten swoisty „kanibalizm”, zakładający wyzysk państw Trójmorza brzmi tym bardziej złowrogo, że nie jest ona novum w polityce tych państw. Pobrzmiewa w niej echo koncepcji emigracji rosyjskiej z okresu II wojny światowej i tuż po jej zakończeniu oraz junkrów pruskich, którzy zawsze stanowili trzon polityczno-urzędniczy państwa niemieckiego, również po II wojnie światowej. Warto w tym kontekście przybliżyć warianty rozwiązania kwestii polskiej przez te środowiska, gdyż mogę się one okazać znów aktualne.

Część socjalistów rosyjskich promowała koncepcję dwóch federacji – rosyjskiej i niemieckiej. Niezależnie od przynależności Polski do jednej czy drugiej jej terytorium miało zostać ograniczone do minimum, czyli powiększonych o ziemie zaboru pruskiego i austriackiego ziemie Królestwa Polskiego. Przy tym zarówno Niemcy, jak i Rosjanie dowodzili, że ziemie te w sposób naturalny powiązane są gospodarczo z ich państwami. W tym kontekście poszerzenie wpływów amerykańskich w rejonie Trójmorza (wzmocnienie jego energetycznej niezależności od obu wspomnianych państw) było odczytane zarówno w Moskwie, jak i Berlinie jako poważne zagrożenie dla ich interesów, gdyż ograniczało ich rozwój, którego sprężyną jest właśnie Międzymorze. Emigranci rosyjscy przed ostatecznym rozstrzygnięciem granic Polski obawiali się, że zbyt poszerzona na zachód Polska może utrudnić współpracę niemiecko-rosyjską, co więcej odepchnąć Rosję od Europy. Większość emigrantów widziała takie zagrożenie w projektach federacji środkowo-europejskiej, nie postrzegając jednocześnie jako niekorzystnych dla Rosji planów federalizacji Europy Zachodniej. Niektórzy mienszewicy, jak Rafaił Abramowicz, optymistycznie uważali, że Rosja może nawet stać się częścią zjednoczonej Europy, o ile nie przeszkodzi jej w tym Polska. Dlatego sprzeciwiali się rozwiązaniom siłowym wobec niej, w celu uniknięcia powtórzenia sytuacji z XIX wieku, kiedy to polska propaganda oraz powstania wykreowały na Zachodzie – zgodny z rzeczywistością – wizerunek więzienia narodów. Była to krytyka taktyki zastosowanej przez Sowietów w latach 1943–1945, których krwawe postępki działały według rosyjskich socjalistów w USA na niekorzyść przyszłej Rosji.

            Kreml, przynajmniej na obecnym etapie, nie chce iść na konfrontację militarną z Zachodem (na którą go nie stać). Dąży natomiast do jego maksymalnego osłabienia za pomocą środków aktywnych (działań specjalnych, dywersji psychologicznej, dezinformacji, propagandy, dyplomacji, itp. narzędzi stosowanych w konfliktach hybrydowych). Rosji nie stać nawet na pełnoskalowy konflikt z Ukrainą, dlatego stara się metodą zastraszania uzyskać jak najwięcej na gruncie ustaleń dyplomatycznych.  To Polska broni idei Unii Europejskiej jako bloku wolnych i równych narodów. Nie można jej pogodzić ze strategią niemiecką, zakładającą kooperację z Rosją dla zdominowania Europy przez dwa bloki niemiecki i rosyjski, co w dalszej perspektywie oznaczać może również znaczne osłabienie, jeśli nie wyrugowanie wpływów amerykańskich z Europy, to sprowadziłoby na nią duże zagrożenie, a dla USA oznaczało uszczuplenie grona sojuszników, i to w obliczu wzmagającej się rywalizacji z Chinami. Nawiązując do motta niniejszego artykułu trzeba podkreślić, że strategia rosyjska zazębia się z niemiecką, lecz tylko jedna z nich jest logicznie spójna. Prezydent Richard von Weizsäcker[4] w swoim przemówieniu do Bundestagu, 9 września 1992 r. zwrócił uwagę, że Niemcy należą do Zachodu, lecz „interesy geopolityczne narzucają jej miejsce między supermocarstwami”[5]. Czy aby na pewno tak jest? Berlin jest za słaby, by sam mógł utrzymać dominację w Europie Środkowej. Ani Rosja ani Chiny nie będą na dalszą metę szanowały wytyczonych stref wpływów. RFN będzie musiał się ugiąć pod ciosami gospodarczymi Chin i działaniami hybrydowymi Rosji. Po raz kolejny Niemcy realizują strategię, która ma im pozwolić na udział w globalnej rywalizacji. Jednocześnie zmierzają znów do upadku, podpalając przy okazji swoich sąsiadów. Polska nie zamierza uczestniczyć w germańskim zmierzchu bogów dlatego nie pozostaje jej nic innego jak przekonywać USA do zwiększenia


[1] R. Wraga, Geopolityka, strategia i granice, Tel Aviv 1943.

[2] G. Nowik, Odrodzenie Rzeczypospolitej w myśli politycznej Józefa Piłsudskiego 1918–1922, cz. II, Warszawa 2020, s. 79–81.

[3] Gen. bryg. Andrzej Kowalski: Konieczna reforma sektora bezpieczeństwa, 19.01.2021, https://infoops.pl/gen-bryg-andrzej-kowalski-konieczna-reforma-sektora-bezpieczenstwa/ (dostęp: 10.01.22).

[4] Richard von Weizsäcker (1920–2015), były członek Hiltlerjugend, kapitan Wehrmachtu, syn gen. bryg. SS Ernsta von Weizsäckera , od 1981 do 1984 był burmistrzem Berlina Zachodniego, a od 1 lipca 1984 do 30 czerwca 1994 prezydentem RFN, w 2011 r. został wybrany Człowiekiem roku Gazety Wyborczej.

[5] H. Brill, Niemcy w obrębie geostrategicznych sił wielkich mocarstw i supermocarstw (1945–1990), [w:] Przestrzeń i polityka z dziejów niemieckiej myśli politycznej, Poznań 2000, s. 671.

Komentarze (0)

Powiązane artykuły