,
„Trójmorze. Od słów do czynów”. Teluk odpowiada na tekst Frieda, Mosbacher i Brzezinskiego
Tomasz Teluk

Zaangażowanie finansowe wszystkich stron inicjatywy Trójmorza to kropla w morzu potrzeb. Mija już pięć lat od powstania projektu, co skłania do tego, aby z fazy przygotowawczej przejść w fazę działania.

Zgadzam się w pełni z tezą Daniela Frieda, Georgette Mosbacher i Iana Brzezinskiego, że w kwestii Trójmorza, najwyższy czas, aby przejść od wizji do podejmowania konkretnych działań. Miejmy nadzieję, że wkrótce ów apel zmaterializuje się ze strony Stanów Zjednoczonych.

Trafna diagnoza

Autorzy tekstu „Czym jest Inicjatywa Trójmorza? Od wizji do działania”, byli ambasadorowie USA w Warszawie oraz czołowy ekspert Rady Atlantyckiej i ważna postać dla Inicjatywy, stawiają słuszną diagnozę dotyczącą regionu.

Faktycznie, obszar między Bałtykiem, Morzem Czarnym i Adriatykiem padł ofiarą dwóch wielkich totalitaryzmów: rosyjskiego komunizmu i niemieckiego nazizmu, z czego po dziś dzień nie zdołał się podnieść, stając się zakładnikiem historii i obcych interesów.

Mają racje Fried, Mosbacher i Brzeziński, iż infrastruktura transportowa i energetyczna w dużej części jest reliktem przeszłości, wymagającym gigantycznych nakładów rzędu 600 mld euro. „Pochodząca z czasów sowieckich infrastruktura Europy Środkowej, która rozwinęła się w ciągu dziesięcioleci rządów komunistycznych, została zaprojektowana tak, aby maksymalnie zwiększyć wpływ Moskwy na te kraje i ograniczyć regionalne interakcje gospodarcze, które mogłyby dać państwom satelickim ZSRR możliwości oporu lub złagodzenia kontroli sowieckiej” – piszą autorzy i można by tylko dodać, że dążenia do zachowania tego status quo ze strony Kremla trwają do dziś.

W przypadku infrastruktury, kluczową rolę odgrywa energetyka, będąca strategicznym narzędziem wywierania wpływu na region. „Dając Rosji możliwość eksportu gazu bezpośrednio do Niemiec, z pominięciem Europy Środkowej, gazociągi Nord Stream 1 i 2 wzmocniły zdolność Kremla do wykorzystania tej słabości infrastruktury w celu uzyskania strategicznej przewagi nad regionem Trójmorza” – zauważają w artykule autorzy. W tym miejscu należałoby się jednak zastanowić, dlaczego Stany Zjednoczone nie zdołały zablokować budowy gazociągu Nord Stream, a nawet wycofały się z sankcji na firmy zaangażowane w projekt. Zresztą, gdyby nawet je podtrzymały, nie zdołałoby to zatrzymać budowy rurociągu, znajdującego się faktycznie w fazie finalnej.

Tutaj zresztą, od Estonii po Chorwację, istnieje duża determinacja uniezależnienia się od dostaw gazu ze Wschodu. Można powiedzieć, że Europa Środkowa wzięła sprawy w swoje ręce i wkrótce zminimalizuje omawiane ryzyko. Inicjatywa Trójmorza ułatwiła wzrost suwerenności energetycznej poszczególnych krajów, co świadczy o tym jak ważne strategicznie kwestie można rozwiązać dzięki zacieśnieniu współpracy regionalnej. Kooperacja na tym poziomie zdała egzamin i już widzimy jej pozytywne skutki.

Czytaj także:

USA beneficjantem Trójmorza

Stany Zjednoczone zresztą stały się beneficjantem transformacji energetycznej regionu, dostarczając skroplony gaz ziemny do terminali na Litwie, w Polsce czy Chorwacji. W okresie 2016-2019 r. Eksport LNG do Unii Europejskiej z USA wzrósł aż o 272 proc. przekraczając 10 mld metrów sześciennych. Już w przyszłym roku eksport amerykańskiego gazu skroplonego przewyższy eksport rurociągami, według danych Administracji Informacji Energetycznej. Kraje Trójmorza stały się ważnym partnerem USA na tym rynku.

Bardzo słusznie zauważają Fried, Mosbacher i Brzeziński, że Stany Zjednoczone odgrywają strategiczną rolę w Europie Środkowej zwłaszcza w kontekście globalnej konfrontacji z Chinami. Obszar Trójmorza stał się kluczowy dla Chińczyków w projekcie Nowego Jedwabnego Szlaku. Stąd inicjatywy typu 16 + 1 (po rezygnacji Litwy) czy próby angażowania się Pekinu w finansowanie i budowę projektów strategicznych w Europie i uzależnianie od siebie coraz to nowych państw.

Dla USA obecność w Trómorzu jest strategicznie ważna po dwakroć. Raz ze względu na oddziaływanie w Unii Europejskiej – w Europie Środkowo-Wschodniej Amerykanie mogą liczyć na znacznie większą sympatię polityczną niż na Zachodzie. Dwa – ze względów bezpieczeństwa militarnego. Kraje Zachodu Europy przyzwyczaiły się do wykorzystywania USA w kwestii wojskowości, natomiast ze strony Europy Środkowej, Stany Zjednoczone mogą liczyć na aktywność, współpracę oraz nowe wspólne inwestycje i kontrakty zbrojeniowe.

Oczywiście tu także nie należy zapominać o rozczarowaniu Polski z poprzednich szumnie zapowiadanych form współpracy, jakim okazało się sprzedanie naszemu krajowi zdezelowanej floty F-16 ponad dekadę temu, które tylko w pierwszym roku użytkowania zanotowały 1700 usterek i pochłonęły niemal cały budżet remontowy oraz niezrealizowanych inwestycji offsetowych.

Być może właśnie rozczarowanie niedotrzymywanymi obietnicami powoduje, że kraje naszego regionu zwracają się ku innym strategicznym partnerom w kwestii bezpieczeństwa, ostatnio Turcji, której aktywna obecność jawi się jako ważny element bezpieczeństwa w rejonie Morza Czarnego.

Trójmorze a polityka

Znaczenie Trójmorza dla stabilności i przyszłości Unii Europejskiej jest faktem niepodważalnym. Warto zaznaczyć, że jest to inicjatywa ponadpolityczna i nie stwarzająca podziałów ideologicznych. Nasi amerykańscy partnerzy, którzy tak doskonale potrafią jednoczyć się wokół konkretnych spraw bez względu na barwy polityczne, powinni to rozumieć doskonale. Nie ma więc sensu wypominać zaniedbań administracji Baracka Obamy, które przyczyniły się do aneksji Krymu i ekspansji Rosji kosztem Ukrainy w 2014 r., ani doszukiwać się symptomów zmiany kursu obecnej administracji Joe Bidena względem swojego poprzednika.

Istotnie można stwierdzić z całą stanowczością, że Trójmorze, po pięciu latach rozwoju, jest inicjatywą niedocenianą i niedofinansowaną. Wystarczy spojrzeć tylko na budżet jakim dysponuje Fundusz Trójmorza. Kapitał w wysokości miliarda euro, przy deklaracji wsparcia ze strony Stanów Zjednoczonych na poziomie 300 mln dolarów są kwotami żenująco niewystarczającymi do podejmowania ważnych strategicznie inwestycji infrastrukturalnych.

Dla porównania, na zbrojenia USA wydały w 2019 r 732 mld dolarów. Czyż nie tańsze i nie bardziej efektywne jest budowanie pasa silnych i niepodległych krajów od Bałtyku po Adriatyk i Morze Czarne, oddzielającego wolny świat od Rosji? Czy nie przyniesie to znacznie większych, obustronnych korzyści strategicznych i finansowych? Zwłaszcza, że większość krajów regionu nie doświadczyło dobrodziejstw inwestycyjnych Planu Marshalla, szacowanego po inflacji na ok. 115 mld USD. Pobudzenie gospodarki rynkowej stanowiłoby silny impuls wzrostowy i przyczyniłoby się do wzrostu globalnej koniuktury na czym zyskałoby przede wszystkim USA.

Pozostawienie budżetu Funduszu Trójmorza na minimalnym poziomie sprawia, iż waga projektu jest wyłącznie iluzoryczna. Przy szacowaniu niezbędnych inwestycji w energetykę i transport na poziomie 600 mld euro, inicjatywa zostaje sprowadzona do roli klubu dyskusyjnego.

Nie pomoże tutaj proponowane ze strony byłych ambasadorów i eksperta Rady Atlantyckiej utworzenie międzynarodowego sekretariatu, zlokalizowanego nie wiedzieć czemu w Brukseli, Berlinie, Londynie czy Amsterdamie, a więc poza rejonem Trójmorza. Zwłaszcza, że Europa Środkowa i Wschodnia jest marginalizowana jeśli chodzi o tworzenie ważnych siedzib instytucji Unii Europejskiej. Żadna z 15 najważniejszych instytucji nie jest zlokalizowana w Europie Środkowej czy Wschodniej.

Nie istnieje więc żaden argument aby delegować jakąkolwiek instytucję Trójmorza poza jego granice. Warszawa, Budapeszt czy Bukareszt są obecnie równie ważnymi miastami Unii Europejskiej co Florencja, Karlsruhe czy Haga.  

Trójmorze a Niemcy

Jeszcze więcej zdziwienia budzi odczytywane między wierszami oddanie Trójmorza pod kuratelę Niemiec. Skoro Inicjatywa nie jest konkurencyjną, a raczej komplementarną wobec Unii Europejskiej, a Europa Środkowo-Wschodnia jest już wystarczająca zintegrowana z Niemcami jako najważniejszym partnerem handlowym oraz jego zapleczem produkcyjnym i inwestycyjnym, oznacza to, że większe korzyści dla Europy jako całości przynosi jako dobrowolny sojusz niepodległych państw, a nie jako terytorium zależne mające podlegać potencjalnie zarządowi komisarycznemu.

W aspekcie dochodzących głosów z Berlina, że „Niemcy tracą cierpliwość do Polski” oraz zapowiedzi przyjaznego resetu w relacjach z Moskwą, blokowanego przez Polskę i kraje bałtyckie, budzi to bardzo złe skojarzenia, w którym największe żywioły w regionie: niemiecki i rosyjski, odmawiają prawa samostanowienia narodom od Bałtyku po Morze Czarne i Adriatyk w imię partykularnych interesów mocarstwowych.

Trudno też nie zauważyć, że obecne Stany Zjednoczone najwyraźniej dały się wciągnąć w grę Berlina jako mocarstwa europejskiego i 4. gospodarki świata, zwłaszcza w kwestii formowania globalnej polityki klimatycznej. Położenie nacisku na kwestie ekologiczne jest ewidentnym wyjściem na przeciw celom niemieckiej polityki energetycznej w imię interesów tamtejszych firm energetycznych i produkcyjnych. Jest to także złamanie postulatu solidarności europejskiej i zrównoważonego rozwoju wszystkich krajów Unii.

Jeśli Trójmorze ma osiągnąć strategiczny sukces musi odbić się od finansowego dna, przy zaangażowaniu Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Co należy podkreślić, zaangażowaniu partnerskim, a nie oddaniu Inicjatywy pod zarząd krajów o najsilniejszej pozycji politycznej w UE. Gdyby tak się nie stało Europa Środkowa nie będzie częścią silnej, niepodzielonej Europy, lecz polem ścierania się globalnych interesów mocarstwowych.

Jak wykazuje historia, takie eksperymenty zawsze kończyły się tragicznie, gdyż naturalnego dążenia do wolności nie zdoła zatrzymać żadna polityka, interes czy ideologia.

Komentarze (0)

Powiązane artykuły