
Za wojną na Bliskim Wschodzie stoi Rosja
Oprócz przekazywania danych wywiadowczych czy prowadzenia szkoleń dla Hamasu, Rosja może dostarczać broń także Hezbollahowi. Takie informacje podał dziennik The Wall Street Journal.
Grupa Wagnera dozbraja proirańskie bojówki – twierdzi amerykański wywiad. Wojska rebeliantów, skoncentrowane na granicy Libanu i Izraela, dostaną wkrótce przeciwlotnicze baterie Pancyr-S1. Hezbollah i Grupa Wagnera walczyły razem w Syrii. Może to oznaczać eskalację działań wojennych, które nie ograniczyłyby się tylko do Strefy Gazy, ale objęłyby także północ Izraela.
Władimir Putin tradycyjnie za wybuch konfliktu winą obarczył Amerykanów, więc z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można uznać, że odwagi do terrorystycznych ataków na Izrael dodali Hamasowi Rosjanie. Wojna na Bliskim Wschodzie jest na rękę Rosji. Odciąga bowiem uwagę od Ukrainy i może wymagać bezpośredniego zaangażowania Amerykanów.
Moskwa jest od lat związana ze światem Islamu, mając w swych granicach muzułmanów. Prowadzi też rozliczne interesy w regionie. Najważniejszym strategicznym partnerem Kremla jest Iran. Interesy są wzajemne. Ostatnio Teheran ogłosił, że sprzeda Rosji nowe turbiny do gazociągów. Irańczycy dostarczają też Rosji broń od początku wojny z Ukrainą. Za pomocą takich sojuszy Moskwa może omijać zachodnie sankcje.
Rosja pomaga też utrzymać się reżimowi w Syrii. Natomiast kolejny duży kraj, który z sympatią spogląda na Kreml to Arabia Saudyjska. Saudowie prowadzą wojnę w Jemenie, co jest źle odbierane za Zachodzie. Z Rosją współpracuje też Turcja. Eksport z Turcji do Rosji wzrósł dwukrotnie od wybuchu wojny na Ukrainie. Turcja zaś stoi murem za Palestyńczykami.
Poparcie dla Kremla w regionie umacniają arabskojęzyczne stacje telewizyjne i agenturalna propaganda w mediach społecznościowych. Putin liczy też po cichu na wzbudzenie nowej fali emigranckiej ze Strefy Gazy do Europy oraz na otwarcie nowej fali zamachów terrorystycznych w krajach Unii Europejskiej.
fot. Obraz autorstwa bearfotos na Freepik





