[ANALIZA] | Czy kraje bałtyckie czeka demograficzna zapaść?

Autor: dr Tomasz Teluk
Podziel się tym wpisem:

Migracja i niski przyrost naturalny sprawiają, że Litwa, Łotwa i Estonia należą do najszybciej wyludniających się państw Unii Europejskiej. Trendy są bardzo trudne do odwrócenia.

Od rozpadu ZSRR populacja krajów bałtyckich zmniejszyła się nawet o jedną czwartą. Głównym powodem jest jeden z najniższych wskaźników dzietności kobiet, rozpad tradycyjnej rodziny oraz emigracja ekonomiczna. Trendów nie jest w stanie zatrzymać imigracja. Ta z krajów trzeciego świata jest niewielka. Litwa, Łotwa czy Estonia nie są krajami docelowymi dla migrantów, gdyż nie mają wiele do zaoferowania pod względem socjalnym. Demografii nie pomogą też uchodźcy z Ukrainy. Trafia ich tam stosunkowo niewielu i też raczej przejazdem. Oprócz czynników ekonomicznych decyduje duży odsetek mniejszości rosyjskiej, która nieprzychylnie patrzy na ukraińskich przybyszów. Dlatego rdzennych mieszkańców poszczególnych republik jest coraz mniej. Na Litwie w 1992 r. mieszkało 3,7 mln ludzi. W 2022 r. było to już tylko 2,8 mln. Jeśli tak dalej pójdzie to w 2045 r. będzie to zaledwie 2 mln.

Od 2000 r. Łotwa straciła aż 20 proc. populacji, która liczy już mniej niż 2 mln. Demografowie przewidują, że do 2030 r. w tym kraju aż jedna czwarta mieszkańców będzie miała powyżej 65 lat. Młodzi wyjeżdżają za pracą na Zachód. Jeśli się żenią, to równie często się rozwodzą. Na Łotwie są najmniejsze dochody spośród trzech wymienionych krajów. Szaleje za to inflacja.

Estonia radzi sobie jak może. Ten kraj jako jedyny jest w stanie przyciągnąć migrantów szukających ciekawej pracy czy chcących założyć firmę w tym kraju. Powodem są przyjazne przepisy dotyczące przedsiębiorców. W Estonii żyje ok. 1,3 mln ludzi. Przewiduje się jednak, że w kolejnych dekadach populacja tego kraju spadnie poniżej miliona. Jednym z powodów jest niski wskaźnik dzietności kobiet na poziomie 1,6 dziecka na kobietę.

Demografowie jako główny powód niekorzystnych trendów podają rozpad tradycyjnej rodziny. Tak jak na Zachodzie, w krajach bałtyckich co trzecie małżeństwo kończy się rozwodem. Jeśli rodzi się dziecko to najwyżej jedno, rzadziej dwa. Kolejną przyczyną jest aborcja – niechlubny spadek po czasach sowieckich, traktowana jako awaryjny środek antykoncepcyjny. Małżeństwa zawierane są coraz później. Antykoncepcja powoduje problemy z płodnością i tak w koło.

Indywidualizacja życia, przyjmowanie wartości płynących z Zachodu, wpływają na zmianę stylu funkcjonowania Litwinów, Łotyszów czy Estończyków. Problem pogłębia rewolucja seksualna. Ruchy LGBT, transgenderyzm, rodziny patchworkowe dobijają kwestie rozrodczości, choć trzeba przyznać, że rozmaite nowinki inżynierii społecznej spotykają się z oporem wśród części społeczeństwa. Problemem są także uzależnienia, głównie od alkoholu. Nałogi wpływają także negatywnie na jakość życia rodzinnego.

Czy cokolwiek jest w stanie zmienić ów niekorzystny trend? Niestety na horyzoncie nie rysuje się nic pozytywnego. Pandemia koronawirusa wywarła niekorzystny wpływ na stan zdrowia mieszkańców regionu. Zagrożenie wojną z Rosją i konflikty etniczne są kolejnymi wyzwaniami przed którymi staną kraje bałtyckie. Jak poradzą sobie z tymi kryzysami, będzie decydowało o ich dalszym istnieniu.

fot. Pixabay/feeloona

Skip to content