Hokeiści z importu. Czy Chiny unikną kompromitacji?

Autor: Michał Banasiak
Podziel się tym wpisem:

Fot. Reuters

Ryan Sproul, Jeremy Smith, Jake Chelios i Brandon Yip w sumie rozegrali w NHL ponad 200 meczów. Dwaj pierwsi urodzili się w USA, dwaj kolejni w Kanadzie. Teraz cała czwórka zagra na igrzyskach olimpijskich, reprezentując… Chiny. W 25-osobowej kadrze gospodarzy znalazło się 19 zawodników urodzonych poza tym krajem. Cała dwudziestka piątka gra w jednym klubie. Czy seria przeprowadzonych w na chińskim hokeju operacji uchroni reprezentację przed olimpijską kompromitacją?

Hokejowych wyników coraz mniej

110 bramek w 5 meczach strzelili kanadyjscy hokeiści podczas turnieju olimpijskiego w 1924 roku w Chamonix. Ze Szwajcarami wygrali 33:0, co jest najwyższą wygraną w historii igrzysk. Jako tako postawili się im się dopiero Amerykanie, ale i tak przegrali 1:6.

Zaraz po wojnie mecze z 20-30 trafieniami też były normą. Przekonali się o tym chociażby Polacy, których wyniki na igrzyskach w Londynie w ’48 wyglądały następująco: 7:5 z Austrią, 4:23 z USA, 1:13 z Czechosłowacją, 0:15 z Kanadą, 13:7 z Włochami, 2:7 z Wielką Brytanią, 0:14 ze Szwajcarią, 2:13 ze Szwecją. Z turnieju na turniej takie strzelaniny stopniowo stawały się anomalią. Ostatni raz dwucyfrówkę zapisali na swoim koncie Słowacy. W 1994 w Lillehammer wygrali z Włochami 10:4.  

Na przestrzeni lat z jednej strony podniósł się poziom sportowy, z drugiej podkręcono zasady kwalifikacji na igrzyska tak, aby nie znalazł się na nich żaden maruder. Ale tym razem się znajdzie. Oprócz 11 z 12 najwyżej sklasyfikowanych hokejowych reprezentacji świata, w Pekinie, zakwalifikowani automatycznie jako gospodarze, zagrają Chińczycy. Czwarta siła Azji, 32. zespół rankingu Międzynarodowej Federacji Hokeja na Lodzie (IIHF). Zagrają, choć ich poziom sportowy tak bardzo odstaje od reszty uczestników turnieju olimpijskiego, że jeszcze kilka miesięcy temu organizatorzy poważnie rozważali wyrzucenie gospodarzy z rozgrywek.

Operacja Pekin ‘22

W Chinach zarejestrowanych jest ponad 13 tysięcy hokeistów. Dla porównania w Kanadzie jest ich ponad 600, a w USA ponad 570 tysięcy. Te liczby należy traktować z dystansem, bo np. w Kazachstanie – etatowym finaliście Asia Games – jest ich niespełna 8 tysięcy. Ale biorąc pod uwagę blisko 1,5-miliardową populację Chin trzeba sobie powiedzieć, że hokej – delikatnie mówiąc – nie jest w Chinach specjalnie popularny. Jeśli dodać do tego, że z 13 tysięcy hokeistów ponad 10 tysięcy to juniorzy, a w kraju nie ma rozgrywek ligowych…

Jeszcze kilka lat temu jedynym profesjonalnym chińskim klubem był grający w Azjatyckiej Lidze Hokeja China Dragons. Sukcesów nie było, ale jako się rzekło, nikogo w Chinach specjalnie to nie interesowało. Kiedy jednak na horyzoncie pojawiła się wizja udziału reprezentacji w igrzyskach, na niszowym sporcie postawiono pieczątkę „priorytet”. Wszak to obok curlingu jedyna drużynowa dyscyplina olimpijska rozgrywana zimą.

Władimir Putin i Xi Jinping w czasie meczu juniorów w Tianjin w 2018 /Fot.Getty Images

Rok po ogłoszeniu gospodarza igrzysk do życia został powołany klub Kunlun Red Star. W obecności Xi Jipinga i Władimira Putina poinformowano, że drużyna będzie rywalizować w KHL, drugiej po NHL najsilniejszej lidze świata, gdzie z zespołami rosyjskimi walczy kilka drużyn z obszaru postradzieckiego.

Medialnej otoczce towarzyszył niezły poziom sportowy. W pierwszym sezonie udało się awansować do playoffów. Gwiazdą zespołu był Ołeksij Ponikarowski, mający na koncie blisko 700 gier w NHL – najlepszej lidze świata.

Ale w tym projekcie nie chodziło o klubowe trofea, a o budowę podwalin dla reprezentacji Chin, w której dziś grają wyłącznie zawodnicy Kunlun. Nawet trener jest ten sam. Ogrywanie się w silnej lidze miało być sposobem na szybkie podniesienie poziomu kadry. Stworzono profesjonalne struktury, akademię i sieć skautów, wyszukujących przede wszystkim wyszkolonych w USA i Kanadzie hokeistów z chińskimi korzeniami. Pomóc miała też naturalizacja kilku amerykańskich i kanadyjskich zawodników, którzy z uwagi na restrykcyjne chińskie prawo musieli zrezygnować ze swoich poprzednich obywatelstw. Przy okazji odbierania chińskich paszportów, dostali też nowe personalia. Dziewiętnastu powołanych na igrzyska hokeistów urodziło się w USA, Kanadzie lub w Rosji.

Zawodnicy Red Star od dwóch lat są na ciągłym zgrupowaniu, bo przez pandemię – żeby nie podróżować między krajami – zespół ma swoją bazę kilka kilometrów od Moskwy.

Tyle wyrzeczeń, tyle zachodu. I co?

Dla nikogo nie byłoby dobre oglądanie meczu, w którym jedna drużyna jest gromiona 15:0. Nie byłaby to najlepsza reklama dla Chin ani dla hokeja – mówił we wrześniu nowo wybrany wówczas prezes IIHF Luc Tardif, publicznie deklarując, że poważnie rozważa zastąpienie reprezentacji Chin Norwegami.

Obawy o kompromitujący występ gospodarzy miały uzasadnienie. Na tamtym etapie sądzono jeszcze, że na igrzyska pojadą hokeiści z NHL. W zderzeniu z naszpikowanymi gwiazdami reprezentacjami USA i Kanady (Chiny zagrają z nimi w grupie) drużyna z czwartej dziesiątki światowego rankingu mogłaby zaliczyć sportowy blamaż. A i politycznie nie wyglądałoby to dobrze. Ale czy wycofanie zespołu z łatką słabeusza byłoby lepsze?

Najwyraźniej uznano, że nie, bo ostatecznie IIHF wydała komunikat informujący, że precedensu nie będzie: gospodarze w olimpijskim turnieju wystąpią. Z jakim skutkiem?

Z powodu pandemii ostatni mecz reprezentacyjny Chiny rozegrały w 2019 roku – pozostaje więc patrzeć na wyniki Kunlun. W obecnym sezonie Red Star przegrał 29 z 36 meczów. W poprzednim 47 z 60.

Pocieszenia Chińczycy mogą szukać tam, gdzie fani hokeja znajdują źródło złości: zawodników NHL ponownie na igrzyskach zabraknie.

Awans był blisko

Od męskiej reprezentacji Chin oczekuje się tylko braku kompromitacji. Sukcesem będzie nawiązanie rywalizacji i „tylko” kilkubramkowe porażki. Nieco więcej w Pekinie obiecywano sobie po występie Chinek, choć  Smoczycom też daleko do światowej czołówki.

Schemat przygotowań kobiecej kadry do igrzysk był bliźniaczy: na początek powstał żeński Kunlun Red Star (obecnie Kunlun Red Star Vanke Rays) – z tą różnicą, że zaczynał od gry w Kanadyjskiej Lidze Hokeja Kobiet. Po dwóch sezonach drużyna przeniosła się do Rosji i już w debiutanckim sezonie wygrała Żeńską HokejLigę. W kolejnym zajęła drugie miejsce. Obecnie grają tam wszystkie powołane na igrzyska zawodniczki, pod okiem tego samego szkoleniowca,

W przypadku pań też przeprowadzono szeroko zakrojone poszukiwania hokeistek z chińskimi korzeniami. Kadrę uzupełniono chętnymi na przeprowadzkę do Chin zawodniczkami z USA i Kanady, nadając im przy tym chińskie personalia. Hannah Miller stała się Mi Le, Rebekah Kolstad Li Beiką, a Anna Fairman to Fei Anna.

W swoim pierwszym olimpijskim meczu Chinki uległy Czeszkom 1:3. Potem wygrały z Danią i po karnych z Japonią. Awans do ćwierćfinału przegrały jednak ze Szwedkami, ostatecznie zajmując w turnieju 9. miejsce wśród 10 zespołów.

13 tysięcy zarejestrowanych hokeistów nie jest imponującą liczbą, ale jeszcze w 2010 roku było ich… 540. Igrzyska dały impuls do rozwoju, ale też zaciemniły obraz. Dla naturalizowanych zawodników i zawodniczek chiński paszport to przepustka do spełnienia olimpijskiego snu – na wyjazd z kadrą USA czy Kanady są zwyczajnie za słabi. Może się jednak okazać, że po igrzyskach motywacji do trenowania i mieszkania w Chinach zabraknie, a chiński hokej zostanie… na lodzie.

Skip to content