Kolejny zamach stanu w Burkina Faso i szkodliwe zaangażowanie Rosjan

Autor: Aleksander Olech
Podziel się tym wpisem:

Był to już drugi zamach stanu w ciągu ostatnich ośmiu miesięcy w Burkina Faso. Co ważniejsze, podobne wydarzenia miały miejsce w zeszłym roku w Mali. Przyczyny są takie same, czyli rozrost grup terrorystycznych i rebelianckich oraz zaangażowanie prywatnych grup wojskowych z Rosji. Obecnie, po wycofaniu się Francji, szkodliwej działalności Rosjan, kolejnym puczu, pojawił się pomysł, aby zaangażowała się wojskowo Turcja.

Zamach stanu z 30 września br. doprowadził do odebrania władzy od urzędującego podpułkownika Paul-Henri Sandaogo Damiba. Głównym powodem obalenia prezydenta miała być jego nieskuteczność w walce z islamistami i rosnące niezadowolenie w kraju. Co ważne, taki sam powód doprowadził do przeprowadzenia poprzedniego puczu. Teraz władzę przejął kapitan Ibrahima Traore, który wywodzi się z młodej gwardii burkińskiego wojska. Jest on bardzo prorosyjski, co sprawiło, że znacznie wzrosła rola Rosji w kraju. Była to też jedna z przyczyn zamachu stanu, gdyż Damiba był bliżej Francji. Teraz następuje kolejny upadek, gdyż Rosjanie nie zapewnią żadnej stabilizacji w Sahelu. Po Mali, przyszedł czas na Burkina Faso.

A mogła być konstytucyjna stabilizacja

Burkina Faso, która wcześniej była nazywana Republiką Górnej Wolty jako część Unii Francuskiej, uzyskała niepodległość 5 sierpnia 1960 r., a obecną nazwę przyjęła w 1984 roku. W kraju obowiązywał przez wiele lat system na wzór półprezydenckiego (jak we Francji) na podstawie konstytucji z 2 czerwca 1991 roku. Aż do 2014 roku państwem rządził Prezydent Blaise Compaoré, który przejął władzę w wyniku zamachu stanu w 1987 roku. Jego dyktatura upadła po największych zamieszkach w historii Burkina Faso i została przekazana wojsku. Mimo niestabilności politycznej oraz wzrostu terroryzmu i przemocy, przeprowadzono demokratyczne wybory prezydenckie oraz parlamentarne w 2015 i 2020 roku.

Ważnym elementem dla ustroju w Burkina Faso miało być przeprowadzone w maju 2021 roku referendum konstytucyjne, które miało skłonić obywateli do przyjęcia nowej konstytucji. Jest to w szczególności związane z oficjalnym przejściem w system półprezydencki, który formalnie zakończy okres przejściowy wynikający z upadku dyktatury prezydenta Blaise’a Compaoré w październiku 2014 roku. Początkowo referendum miało się odbyć w marcu 2019 r., ale po serii ataków terrorystycznych w państwie, głosowanie przełożono. Co ważne, rząd planował zatwierdzenie nowej konstytucji przez Zgromadzenie Narodowe, aby uniknąć kosztów referendum (ok. 60 milionów euro). Partie opozycyjne odmówiły jednak wydania zgody dla parlamentu. Kolejno w maju, czerwcu i październiku nie udało się przeprowadzić głosowania, a później doszło do puczu. Ostatecznie idea upadła.

Nowa i wyczekiwana konstytucja zakładała m.in. że prezydent nie może rządzić dłużej niż 10 lat, w  ramach jednej lub dwóch kadencji, ponadto ustawa zasadnicza blokuje wszelkie próby zmiany tego nakazu. Niektóre prawa, takie jak dostęp do wody pitnej lub godziwych warunków mieszkaniowych oraz uznanie prawa do obywatelskiego nieposłuszeństwa, są również zapisane w tekście konstytucji. Dodatkowo, zwiększono niezależność sądownictwa, a głowa państwa nie przewodniczy już Najwyższej Radzie Sądownictwa. Ostatecznie zniesiono karę śmierci, chociaż ma to przede wszystkim wymiar symboliczny, ponieważ od lat 80-tych nikt nie został skazany na śmierć. Oprócz powyższych, w państwie zapewnia się eliminację wszelkich form przemocy i dyskryminacji kobiet i dziewcząt oraz ich stały udział w polityce krajowej i  lokalnej. Ustanowiono również szkołę obowiązkową i bezpłatną dla dzieci obojga płci, a  na prośbę społeczności muzułmańskiej, małżeństwo jest wyraźnie definiowane jako zawarte pomiędzy mężczyzną i kobietą.

Obecnie każdemu rządowi – trwającemu dłużej niż kilka miesięcy – brakuje odwagi, aby jednoznacznie i definitywnie zerwać z tradycją puczu oraz obarczaniem opozycji (innych wojskowych) za trudną sytuację w państwie. Tym samym nie będzie zmiany konstytucji, a w kraju znowu rządzą wojskowi.

Kiedyś G5 i stabilizacja z Francją

Armia francuska prowadziła działania na zasadzie partnerstwa z krajami grupy pięciu na rzecz Sahelu (G5 Sahel), w której skład wchodzą: Burkina Faso, Czad, Mali, Mauretania i Niger. Strategicznym celem Francji była pomoc w osiągnięciu samodzielności militarnej przez kraje Sahelu, aby mogły zapewnić bezpieczeństwo i stabilizację w regionie bez pomocy sił zagranicznych. Misje humanitarnego wsparcia były ściśle powiązane z aspektem militarnym operacji, gdyż przychylność lokalnej ludności wobec międzynarodowej koalicji uniemożliwia tworzenie nowych lokalizacji, w których schronienie znaleźć mogą terroryści. Francuska operacja przeciwko terroryzmowi na Sahelu była bardzo trudną i wymagającą misją ze względu na ogromny teren działania. Wojska francuskie musiały działać na terytorium 5 krajów, których całkowita powierzchnia porównywalna jest do obszaru państw Unii Europejskiej. Do początku czerwca 2021 r. w operacji brało udział ok. 5100 francuskich żołnierzy, głównie w Mali, Nigrze i Czadzie (z kwaterą dowództwa znajdującą się w stolicy Czadu, Ndżamenie), wspierających i szkolących siły państw G5 Sahel.

Zmiana modelu i wyjście Francji z Mali, a teraz Burkina Faso

10 czerwca 2021 r. prezydent E. Macron ogłosił redukcję liczebności francuskich sił w regionie Sahelu. Następnie do sierpnia br. wycofano wszystkie francuskie siły z Mali. Zmiana modelu obecności wojskowej ukazała prawdziwe oblicze operacji Barkhane. W dotychczasowej narracji francuski rząd utrzymywał, że przynosi ona wyłącznie korzyści. W rzeczywistości okazało się to nieprawdą. Innym błędem było zwiększenie wydatków na działania wojskowe, które miały zapewnić stabilizację. Środki były jednak nieproporcjonalne do efektów misji. Te argumenty powtarzane przez rządzących kreowały wyłącznie 7-letnią iluzję. Skoncentrowanie francuskich działań na operacjach wojskowych, a przy okazji zaniedbywanie w znaczny sposób aspektu politycznego oraz społecznego sprawiło, że jakakolwiek długotrwała i istotna poprawa jest trudna do dostrzeżenia, a ewentualne efekty i sukcesy były jedynie tymczasowe. Francja reorganizowała swoją armię w momencie, gdy w Mali władzę przejęło wojsko, a kraj nie był w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwa bez zewnętrznej pomocy oraz nie miał perspektywy na polityczną stabilizację w przyszłości.

Redukcja liczebności francuskich wojsk spowodowała, że inne kraje będą podejmowały zintensyfikowane próby zwiększenia swoich wpływów w regionie pod pretekstem stabilizacji. Poza Francją do najbardziej zaangażowanych państw na omawianym obszarze należą obecnie Rosja oraz Turcja. Obecnie władze malijskie i burkińskie prowadzą bliższą współpracę z Moskwą.

Po tym jak doszło do puczu w Burkina Faso, dokonano ataku na ambasadę Francji w stolicy kraju. Użyto gazu łzawiącego, ażeby rozproszyć napastników, którzy mieli ze sobą rosyjskie flagi. Choć w operację ochrony ambasady zaangażował się francuski oddział kontrterrorystyczny GIGN, to był to ledwie sygnał ze strony Francji. W przeszłości za atak na ambasadę Francji w stolicy afrykańskiego kraju, Paryż wysłałby wojsko i zaprowadził porządek. Teraz brakuje stanowczej reakcji E. Macrona.

Sahel pozostaje regionem charakteryzującym się wzmożoną aktywnością ugrupowań terrorystycznych. Teraz pojawiają się coraz większe wpływy Rosji, które prowadzą do destabilizacji.

Rosyjscy najemnicy

Grupa Wagnera działa od 2013 r. Powstała jako Kompania Wojskowa Mar, jednak od początku w dyskursie rosyjskim pojawiały się określenia opisujące ją jako firmę ochroniarską. Oficjalnie formacja ta określana jest prywatną firmą wojskową powiązaną z rosyjskim wywiadem. Jej działania widoczne były m.in. w Donbasie czy Wenezueli. Odcięcie się Kremla od działań „wagnerowców” jest jednak próbą upozorowania rzeczywistości. Warto zwrócić uwagę chociażby na to, jaką rolę dla Rosji odegrało zaangażowanie się grupy w Republice Środkowoafrykańskiej. Jej obecność znacznie umocniła pozycję i wpływy Kremla w tym rejonie. Wysłannicy grupy Wagnera prowadzili przez wiele miesięcy lobbying u malijskich władz tymczasowych – w szczególności u Camary, który odwiedził Rosję w sierpniu w 2020 r. Choć Bamako podpisało z Moskwą porozumienie obronne w 2019 r., to po raz pierwszy malijskie władze rozważały podpisanie kontraktu z prywatną firmą wojskową z siedzibą w Rosji. Obecnie Grupa jest bardzo zaangażowana w Mali i buduje swoją pozycję w Burkina Faso.

Rola Rosji, Turcji i może Arabii Saudyjskiej

Rosja, a w zasadzie grupa Wagnera i rosyjscy najemnicy, byli obecni w Burkina Faso już dużo wcześniej. Działali jeszcze pod koniec 2021 roku, realizując symultanicznie działania w Mali. Wpływy rosyjskie były na tyle silne, że Francja wycofała się z Mali. Co jednak ważne, Malijczycy chcą teraz powrotu Francji, bo Rosjanie są nie do okiełznania i dokonują też ataków na cywilów. W Burkina Faso Grupa Wangera dopiero rozwija skrzydła, ale już pojawiła się idea, aby nie popełnić tego samego błędu co kraj sąsiadujący. Tym samym zaproszenie dostaje Turcja, która miałaby zaangażować się wojskowo. Turcy prowadzili już działania w Afryce, w tym m.in. w Kongo, Libii, Somalii i Sudanie. Trzeba też pamiętać, że reżim burkiński może się zwrócić do Arabii Saudyjskiej, gdyż jest to nowy gracz na kontynencie, który również od razu zaangażuje się z inwestycyjnie. Dla Saudów Afryka to świetny rynek, zwłaszcza w kontekście energii.

Rywalizacja w Burkina Faso ma przede wszystkich charakter pokoleniowy. Stara gwardia na czele z ppłk. Damibą, liderem poprzedniej junty, naprzeciwko kpt. Traore, który reprezentuje młode pokolenie wojskowych. To jest aspekt, na który należy zwracać uwagę, gdyż takie zmiany władzy i rywalizacje będą coraz częściej na kontynencie afrykańskim. Teraz do władzy doszedł Traore, a Damiba uciekł do Togo i za „gwarancje bezpieczeństwa” odpuścił walkę o prezydenturę. W całej tej sprawie ważną kwestią jest religia. Damiba to chrześcijanin, a Traore muzułmanin. W związku z tym współpraca z innym państwem może mieć również podłoże religijne.

Przewiduję, że Burkina Faso podzieli los Mali. Sytuacja będzie coraz gorsza. Francuzi, pomimo tej sławetnej przeszłości kolonialnej, zapewniali stabilizację oraz utrzymywali ponadnarodową współpracę w regionie Sahelu. Teraz, czy to rebelianci, czy to terroryści, mają dużo większą swobodę działań, a do tego trzeba sobie jeszcze radzić z rosyjskimi najemnikami i czekać na pomoc, np. Turcji…

fot. twitter/@BateFelix

Skip to content