Korea zbroi się w myśliwce nowej generacji i stawia na własną produkcję

Autor: Rafał Tomański
Podziel się tym wpisem:

Na początku kwietnia 2021 roku prezydent Korei Południowej zaprezentował myśliwiec nowej generacji wyprodukowany przez krajową firmę. Po dwóch dekadach opracowywania projektu prace przyspieszyły, ponieważ realia w Azji Wschodniej wymagają nowej strategii.

Myśliwiec znano wcześniej jako KF-X. Prezydent Moon Jae-in przedstawił go jako KF-21 Boramae (po koreańsku: 보라매). Oznaczenie kodowe mieści w sobie wiele treści. Boramae to jastrząb, ale młody, nie starszy niż rok. Po polsku ptaki drapieżne dopiero uczące się życia określa się mało znanym słowem „maiż”, które trudno znaleźć nawet w krzyżówkach. Południowokoreański myśliwiec jest zatem niczym nieopierzony, niedoświadczony drapieżca.

Po angielsku wybrano jako odpowiednik słowo „goshawk”, dosłownie jastrząb, ale jednocześnie inne od znanego z amerykańskich helikopterów Black Hawk. Boramae jako młody jastrząb może też uchodzić za „sokolika” i tutaj także pojawia się nawiązanie do znanego amerykańskiego myśliwca F-16 Falcon, czyli właśnie sokół. Dodatkowo Boramae to symbol południowokoreańskich sił powietrznych i nazwa terenu, na którym znajduje się ich kwater. Wreszcie, ze względu na podobieństwo do amerykańskiego F-22 Raptor, Boramae nazwano pieszczotliwie „Baby Raptor”, czyli jakbyśmy to przełożyli na polski: raptorek.

Korea Płd. ósmym producentem myśliwców generacji 4,5

KF-21 stworzył koncern KAI (Korea Aerospace Industries, 한국항공우주산업). Tym samym kraj stał się ósmym na świecie producentem myśliwców generacji określanej mianem 4,5. Granice tych technologii są jeszcze dość płynne, dla porównania zakupione niedawno przez Polskę myśliwce F-35 należą do piątej generacji.

Siły powietrzne Korei Południowej zajmują piąte miejsce na świecie pod względem liczebności maszyn. W rankingu Global Firepower 2021 znajdują się z wynikiem 1581 między Indiami (2119) a Japonią (1480). Pierwsza trójka to lider USA (13 233), Rosja (miejsce drugie, 4144) oraz Chiny (miejsce trzecie, 3260). Polska z 469 maszynami zajmuje 26. miejsce, Korea Północna miejsce 11. z 946 maszynami.

Konieczność opracowania własnego myśliwca ogłosił w marcu 2001 roku ówczesny prezydent, laureat pokojowej Nagrody Nobla, Kim Dae-jung. Zrealizowanie jego planu zajęło ponad dwie dekady, ale prace trwały na dobre od 2016 roku. Szef projektu KF-X cytowany przez koreańskie media przypominał, że Amerykanie z koncernu Lockheed Martin potrzebowali 20 lat prac i niemal 60 mld dolarów, żeby stworzyć F-35. Koreańczycy z dumą podkreślają, że im zajęło to cztery razy krócej i kosztowało sześć razy mniej. Przy okazji zespół inżynierów liczył dwa razy mniej ludzi w USA. „Cud”, jakiego zdaniem przedstawicieli Lockheed Martin potrzebowali konstruktorzy KAI, miał miejsce i tym samym prezydent Moon mógł zapowiedziec początek nowej ery samodzielnej obrony swojego kraju.

Jak F-18?

KF-21 porównuje się do amerykańskiego F-18. Ma zastąpić wysłużone samoloty F-4 i F-5 (pierwsze kupowane pod koniec lat 70. ubiegłego wieku, gdy wycofywała jej armia amerykańska, drugie składane w Korei na amerykańskiej licencji z lat 80.), z których w 30 proc. składają się siły powietrzne Południa. Według planów zapowiedzianych przez prezydenta Moona do 2032 roku powstanie 120 egzemplarzy Boramae.

Podczas oficjalnej prezentacji, do której doszło 9 kwietnia w zakładach KAI w Sacheon, w prowincji Gyeongsang Południowy, można byli dostrzec na nosie myśliwca flagę Indonezji bezpośrednio obok południowokoreańskiej. Wirtualnie gratulacje dla Koreańczyków przekazał za pośrednictwem video także prezydent Indonezji, Joko Widodo, a osobiście pojawił się minister obrony Prabowo Subianto. To bardzo znany indonezyjski polityk z jeszcze dłuższym niż polityczny stażem w armii. Dwukrotnie stawał w bezpośrednim pojedynku o fotel prezydencki z Jokowi, jak określają swojego obecnego przywódcę sami Indonezyjczycy. Za każdym przegrywał. Ostatni raz w 2019 roku. Wówczas Prabowo nie chciał pogodzić się z wynikiem, a jego niesubordynacja doprowadziła do krwawych rozruchów na ulicach miast. Pomimo takich napięć i długotrwałej rywalizacji (a może właśnie ze względu na pozycję w armii) Prabowo dostał tekę ministra obrony i obecnie finalizował ostatni etap współpracy z Koreą nad nowym myśliwcem.

Umowa między Seulem a Dżakartą zakłada, że 60 proc. kosztów pokrywa koreański rząd, 20 proc. tamtejszy przemysł zbrojeniowy, a ostatnia jedna piąta pochodzi od Indonezji. Niestety deklaracjom o partnerstwie towarzyszą ciągle opóźnienia w płatnościach. Indonezja zalega Korei dziesiątki milionów dolarów w ramach prac nad myśliwcem. Indonezyjskie zobowiązanie wynosi nieco ponad półtora miliarda dolarów. W zamian za nie Dżakarta ma dostać 50 egzemplarzy Boramae i prawo do transferu technologii.

Pierwszy lot – w przyszłym roku

Co warto podkreślić podczas gali w kokpicie KF-21 siedziała pani kapitan Yang Yoon young. W Korei Południowej pozycja kobiet jest o wiele niższa niż mężczyzn. Pomimo licznych kampanii mających na celu zrównanie ich szans w życiu zawodowym, kobiety padają częstym obiektem szykan, molestowania oraz przemocy.

Pierwszy lot nowej maszyny zapowiedziano na lipiec 2022 roku. Masowa produkcja rozpocznie się, gdy przeprowadzi się 2200 lotów sześcioma prototypami. Ma to potrwać co najmniej cztery lata. Koreańczycy zwracają uwagę, że Boramae pozwoli uniezależnić się od opłat, jakich rząd USA wymaga, gdy na maszynach ich produkcji umieszcza się pociski zagranicznej produkcji. Takie koszty wynoszą dziesiątki milionów dolarów, a mając do dyspozycji własny sprzęt nikomu nie trzeba dodatkowo płacić. Co więcej ostatnie lata przynosiły coraz więcej dowodów na to, że nie można polegać na KF-16 oraz F-15K trochę młodszych niż wspominane F-4 i F-5, ale z każdym rokiem bardziej zawodnych i awaryjnych. W ciągu ostatnich pięciu lat myśliwce tych typów nie były w stanie wystartować łącznie ponad tysiąc razy. Ponad połowa, bo 65 proc. podzespołów ma pochodzić z firm koreańskich. W pracach nad myśliwcem bierze udział ponad 700 krajowych przeswiebiorstw. W fazie projektowej czyli od 2016 do 2020 roku miało powstać 12 tys. miejsc pracy, a gdy produkcja ruszy pełną parą, 100 tys. osób znajdzie zatrudnienie w programie Boramae. Dla prezydenta Moona to niezwykle ważne, ponieważ ostatnie miesiące jego rządów przynoszą szereg afer, rosnące niezadowolenie obywateli, a jednym z głównych zarzutów jest właśnie rosnące bezrobocie.

Seul szuka rozwiązań we własnym zakresie

KF-21 ma kosztować 65 mln dolarów za sztukę. Jeżeli prace zakończą się powodzeniem na pierwszych etapach, w 2028 roku Korea rozpocznie również produkcję na eksport. Zgodnie z zapowiedziami ma wówczas być gotowych już 40 egzemplarzy Boramae.

Boramae produkowany na Południu i to razem z nie do końca wypłacalnym indonezyjskim partnerem daje do myślenia. Amerykańskie gwarancje obrony Seulu przed potencjalnym zagrożeniem z Korei Północnej pozostają obecne na papierze i w zapewnieniach przedstawicieli administracji nowego prezydenta Joe Bidena. Waszyngton wciąż jednak nie przedstawił nowej strategii wobec Pjongjangu, a dotychczasowe ruchy wobec reżimu nie napawają optymizmem. Sytuacja w Azji w 2021 roku nakazuje zatem szukać rozwiązań we własnym zakresie, bo obiecane sojusze mogą nie sprostać próby realnego zagrożenia.

Autor jest dyrektorem Działu Chin i Azji Wschodniej Europejskiego Centrum Projektów Pozarządowych, byłym korespondentem Polskiej Agencji Prasowej z Pekinu.

Fot. The Office of President Moon Jae-in/Twitter

Skip to content