Polsko-ukraińskie relacje a rosyjskie działania dezinformacyjne

Autor: dr Aleksander Olech, Julia Dobrowolska
Podziel się tym wpisem:

Wyzwania w obszarze dezinformacji pojawiały się dla Polski i Ukrainy od kilkudziesięciu lat. Teraz nasiliły się w momencie, gdy oba państwa przeżywają jeden z najlepszych momentów bliskiej współpracy. To Polska jest dla Ukrainy fundamentalnym oparciem – zwłaszcza w wymiarze pomocy udzielonej Ukraińcom uciekającym z kraju – co wielokrotnie podkreślał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Jednocześnie dla Polski bardzo ważne jest, aby wesprzeć militarnie walczących z Rosją, ponieważ to również oddalanie zagrożenia od własnych granic. Dlatego też postawa Warszawy oraz podobne spojrzenie rządów w krajach bałtyckich, wiąże się z naciskami na inne kraje w Europie, aby stale wysyłać broń i pomoc humanitarną do Kijowa.

W celu zaburzenia polsko-ukraińskich relacji, gdzie wspólnym wrogiem stała się Rosja, bardzo wiele rosyjskich działań jest wymierzonych w tematykę dotyczącą wsparcia udzielanego dla Ukrainy. Z każdą kolejną inicjatywą, na korzyść polsko-ukraińskich relacji, rodzi się działanie dezinformacyjne ze strony rosyjskich grup i kont. Tym samym postępująca kooperacja dwóch państw stała się celem dla prowokatorów i przeciwników.

Zmiana nastawienia

Trzeba podkreślić, że polsko-ukraińskie relacje w XXI w. nie były zbyt zacieśnione. Dopiero rosyjska inwazja z 24 lutego 2022 roku zmienił ten stan rzeczy. Wcześniej oba państwa współpracowały na wielu poziomach, ale ani dla Polski, ani dla Ukrainy, nie było to partnerstwo pierwszego wyboru[1]. Okres pozimnowojenny to czas, kiedy Polacy odczuwali zagrożenie „ze wschodu”. Zauważalny był wzrost nastrojów antyrosyjskich i postrzeganie Rosji jako kraju niezbyt przyjaznego Polsce. Co więcej, poparcie dla sprawy ukraińskiej przez polskich polityków i przedstawicieli mediów, w szczególności podczas protestów na Majdanie, wynikało nie tylko ze zrozumienia interesów obywateli Ukrainy czy sympatii do narodu ukraińskiego, ale także z zaakcentowania niechęci i wrogości wobec ekspansywnej rosyjskiej polityki zagranicznej. Okupowanie przez ponad 8 lat ukraińskich terytoriów, a następnie przeprowadzenie ofensywy, utwierdziło nie tylko rząd w Warszawie, ale także Polaków, że Rosja nie zaprzestanie swoich agresywnych działań. Pojawiło się tożsame niebezpieczeństwo, że kolejne działania militarne mogą być prowadzone także przeciwko Polsce i krajom bałtyckim. Perspektywa wspólnego wroga i potrzeba wzajemnego (wręcz braterskiego) wsparcia spowodowała nagłe i mocne zacieśnienie więzi.

Era dezinformacji

Sytuacja międzynarodowa od lutego jest bardzo dynamiczna. Ponadto, ilość pojawiających się informacji w przestrzeni publicznej sprawia, że bardzo trudno weryfikować, a co więcej kontrolować, jakie treści się ukazują. Materiały są publikowane w kilku językach, a przy nich pojawiają się nieprawdziwe zdjęcia i nagrania. Posty są udostępniane dalej przez boty i wklejane na prywatne grupy. Podaną fałszywą informację jest kilkadziesiąt razy trudniej zdementować, aby później trafiła do tych samych odbiorców. Jednocześnie publikowane materiały mają ładunek emocjonalny, gdyż odnoszą się do tak ważnych kwestii jak historia państwa, tradycja, godło i obywatele.

Prawie niemożliwe jest zablokowanie wszystkich szkodliwych treści, ale można ograniczać ich rozprzestrzenianie. Dlatego tak ważna jest rola informacyjna, jaką spełnia nie tylko rząd i politycy[2] w Polsce i Ukrainie, ale także eksperci, analitycy oraz po prostu użytkownicy mediów społecznościowych. Większość z fake newsów pisanych przez powiązane z Kremlem konta była dementowana. Jednakże kluczowy jest czas reakcji oraz sposób przedstawienia prawdziwych informacji. Dlatego też jest to niekończący się proces, a do tego jeden z najważniejszych we współczesnym świecie. Wojna trwa nie tylko na polu bitwy, ale właśnie przede wszystkim w przestrzeni informacyjnej. 

Polska – jako cały organizm – powinna, mając na uwadze swoje potrzeby i interesy regionu, nauczyć się reagować na dezinformację. Warto dodać, że wiele ze stawianych tez o wojnie z Rosją nie wynika z wnikliwej analizy sytuacji, ale z postaw antyrosyjskich i zaangażowania w sprawy wewnętrzne Ukrainy. Nikt nie zaprzecza, że ​​agresorem jest Federacja Rosyjska. Niezbędne jest jednak określenie, jakie są indywidualne potrzeby Polski i ich realizacja. Angażowanie się przez 7 lat w spory międzynarodowe było nieskuteczne i nie zmieniło sytuacji Ukrainy. Teraz, gdy wojna już trwa, podjęto decyzję o całkowitym wsparciu Ukrainy, i to na każdym poziomie. Zarówno udzielając schronienia dla kilku milionów Ukraińców, jak i wysyłając kluczowe komponenty wojskowe do Kijowa.

Przykłady narracji dezinformacyjnych

Jednym z najpopularniejszych motywów rosyjskiej dezinformacji, który został wycelowany w polsko-ukraińskie relacje, są historyczne resentymenty. Wybór historii jako tematu, który może negatywnie wpłynąć na relacje Polski i Ukrainy nie jest przypadkowy. Napięcia, które w przeszłości pojawiały się pomiędzy oboma państwami, stanowiły ważny temat w dyskursie politycznym, a co za tym idzie budziły i do dziś budzą wiele emocji. W tym kontekście bardzo często przywoływaną narracją stała się rzeź wołyńska i kreowany w jej ramach wizerunek Ukraińców jako „morderców Polaków”. Głównym celem owej narracji było wzbudzenie strachu i niechęci wobec uchodźców z Ukrainy – nie bez powodu była ona szczególnie popularna na początku wojny[3]. Należy także zauważyć, że trafiła na podatny grunt w postaci polskich skrajnie prawicowych środowisk, które chętnie powielały i przekazywały dalej tak skonstruowaną dezinformację. Warto dodać, że wśród chętnie powielających rosyjską dezinformację, znaleźli się również zwolennicy teorii spiskowych, przede wszystkim z środowisk antyszczepionkowych, które w czasie pandemii chętnie korzystały z rosyjskich kampanii i ośrodków dezinformacyjnych[4].

Przykładem dezinformacji osadzonej w polsko-ukraińskiej historii jest wykorzystanie postaci Stepana Bandery, dowódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Podczas II wojny światowej w OUN doszło do rozłamu na dwie frakcje: banderowców opowiadających się za Stepanem Banderą oraz melynkowców popierających Andrija Melnyka. Obie frakcje zakładały odbudowę państwa ukraińskiego we współpracy z III Rzeszą, jednak to banderowcy słynęli z większego radykalizmu i fanatyzmu. Banderowska frakcja OUN powołała do życia Ukraińską Powstańczą Armię (UPA), która przeprowadziła czystkę etniczną ludności polskiej na Wołyniu oraz w Galicji Wschodniej, czego następstwem była śmierć około 100 tys. osób. W taki sposób ukraińska partyzantka zyskała potoczną nazwę „banderowcy”, a termin ten wykorzystywany jest do dziś m.in. w celach dezinformacyjnych[5]. Na tym kontekście budowano wiele fake newsów dotyczących m.in. oskarżania uchodźców z Ukrainy o wywieszanie w Polsce flag UPA czy uznawania ich za wyznawców Bandery.

Ciekawym przykładem wykorzystania postaci Stepana Bandery była dezinformacja odnosząca się do zmiany nazwy ulicy Belwederskiej w Warszawie, przy której mieści się rosyjska ambasada, na ulicę imienia Stepana Bandery, o co miało wnioskować ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Przytoczony przykład dezinformacji opierał się na fałszywym dokumencie mającym pochodzić z polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który został opublikowany na Twitterze[6]. Fałszywa informacja została szybko zdementowana przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa i rzekomo podpisanego pod wspomnianym dokumentem wiceministra Marcina Przydacza. Biorąc pod uwagę pojawiające się w nim liczne błędy językowe, można postawić tezę o prawdopodobnym pochodzeniu dokumentu – rosyjska propaganda bardzo często korzysta ze sfabrykowanych dokumentów, zdjęć czy filmów. Należy dodać, że za prawdziwością tego fake newsa miał przemawiać także czas jego opublikowania, ponieważ wiele państw w ramach solidarności z Ukrainą, decydowało się wtedy na symboliczną zmianę nazw ulic przy rosyjskich ambasadach.

Wykorzystanie Ministerstwa Spraw Zagranicznych jako wiarygodnego źródła informacji było z kolei posunięciem, które po pierwsze miało za zadanie przekonać odbiorców o autentyczności dokumentu – co za tym idzie wywołać emocje pozwalające na szybsze rozprzestrzenienie się fake newsa, po drugie przypomnieć odbiorcom o kontrowersjach związanych z postacią Bandery i polsko-ukraińską przeszłością. Informacje, które początkowo są uważane za ważne i wiarygodne, ale z biegiem czasu okazują się fałszywe, mogą nadal kształtować pamięć ludzi i wpływać na ich rozumowanie. Znajome motywy i wiadomości, które są fałszywe wciąż mogą pozostawać atrakcyjne w szczególności, kiedy łączą się ze znaną narracją – w tym przypadku z Wołyniem, banderowcami i działalnością UPA[7].

Innym przykładem dezinformacji, która zyskała dużą popularność już w pierwszych dniach wojny, było uznanie uchodźców z Ukrainy za przesiedleńców, którzy na stałe mają osiedlić się w Polsce. Jest to narracja niewątpliwie zainspirowana popularną teorią spiskową -new world order (NWO), zakładającą utworzenie jednego, autorytarnego rządu światowego, kierowanego przez elity polityczne, ludzi biznesu oraz organizacje międzynarodowe. Według tej narracji uciekający przed wojną Ukraińcy są tak naprawdę częścią globalnego planu mającego przyczynić się do zmiany ładu międzynarodowego.

Dowodem na przesiedleńczy charakter wyjazdu Ukraińców z kraju miało być m.in. nadanie im numeru PESEL, który zagwarantowała ustawa z dnia 12 marca 2022 roku o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa. Posiadanie numeru PESEL miało z perspektywy ukraińskich obywateli służyć przede wszystkim umożliwieniu im dostępu do różnego rodzaju świadczeń i pomocy. Jednak według dezinformujących kont, miał być to pierwszy krok w kierunku „ukrainizacji” Polski oraz zrównania statusu Polaków i Ukraińców. Nadanie numeru PESEL zostało uznane za jednoznaczne z nadaniem obywatelstwa, a w social mediach zaczęły pojawiać się głosy mówiące o tym, że Ukraińcy zyskają pełnię praw i przykładowo będą mogli brać udział w polskich wyborach.

Dodatkowym elementem przywoływanym w kontekście rzekomej „ukrainizacji” Polski było uznanie obecności ukraińskich flag na państwowych budynkach, za symbol okupacji Polski przez Ukraińców. Flagę w geście solidarności wywiesiło wiele polskich miast m.in. Warszawa czy Gdańsk. Wyjątkową kontrowersję wzbudziła obecność flagi na gmachu Sejmu RP, która była szeroko komentowana i krytykowana nie tylko w social mediach, ale także przez niektórych posłów, np. związanych ze środowiskiem skrajnej prawicy. Również wiele innych gestów solidarności z uchodźcami z Ukrainy np. napisy w sklepach czy komunikacji miejskiej w języku ukraińskim, zostało szybko przechwyconych i dopasowanych do przesiedleńczej narracji. Poza ogólnym oskarżaniem polskiego państwa i rządu o przyzwolenie na przejęcie Polski przez rzekomych przesiedleńców, dezinformujące konta poszły o krok dalej i skupiły się także na jednostkowych działaniach. Szerokiej krytyce zostały poddane osoby manifestujące swoją solidarność z Ukrainą, które zaczęto określać mianem „ukrofilii” – zdrajców polskości. Działania dezinformacyjne nie tylko skupiły się na wzbudzeniu niechęci oraz strachu przed uchodźcami, ale wprowadziły prewencyjny komponent w postaci zniechęcania polskich obywateli do okazywania solidarności.

Popularną narrację antyukraińską stanowiły także fake newsy dotyczące uprzywilejowania uchodźców z Ukrainy kosztem polskich rodzin. Przykładem takiej dezinformacji może być grafika krążąca w social mediach, która porównywała wysokość świadczeń otrzymywanych przez matki polskie i ukraińskie. Według grafiki Polki miałyby otrzymywać o kilka razy mniej pieniędzy, co miało stanowić dowód na posiadanie przez Ukraińców większych praw i przywilejów. Popularność zyskała także dezinformacja dotycząca otrzymywania przez uchodźców z Ukrainy darmowych mieszkań – również kosztem polskich rodzin. O ile przedstawione wyżej, bardziej spiskowe teorie, nie posiadają szerokiej grupy odbiorców, to te skupiające się na codzienności jednostek wzbudzają zdecydowanie większe niepokoje społeczne oraz znacznie bardziej antagonizują Polaków i Ukraińców.

Można spodziewać się, że w kontekście rosnącej inflacji i coraz cięższej sytuacji finansowej wielu polskich rodzin, narracja dotycząca rzekomych przywilejów będzie tą po którą dezinformujące konta będą sięgać znacznie częściej. Szansa na to, że przeciętny obywatel zwróci uwagę na informacje dotyczące darmowych mieszkań dla Ukraińców czy otrzymywania przez nich dużej pomocy finansowej od Polski jest znacznie większa, niż w przypadku teorii takich jak NWO czy wspominania historycznych zaszłości – co więcej, takie fake newsy zdecydowanie chętniej będą przekazywane dalej. Dezinformacja dotycząca specjalnych przywilejów dla ukraińskich uchodźców ma w sobie duży potencjał, aby zamienić się w narrację obwiniającą Ukraińców za pogorszenie się finansowej, ale także i ogólnej sytuacji Polski i Polaków.

Oprócz tego, była również narracja skierowana nie wobec Polaków, a wobec Ukraińców. W rosyjskich mediach promowano, co powielali niektórzy politycy, że Polska chce anektować zachodnią Ukrainę. Ta informacja została zdementowana, ale jest to ważny temat, choćby w kontekście odbudowywania Ukrainy i angażowania się w to państw Europy, w tym Polski.

Dalsze wyzwania

Dezinformacja zaczęła zawierać w sobie ciekawy element prewencyjny i poza samymi uchodźcami z Ukrainy skupiła się także na osobach im pomagających. W taki sposób zaczęto prowadzić kampanie także przeciwko tzw. „ukrofilom”, których wprost oskarżano o zamienianie Polski w tzw. „Ukropolin”. Dzielenie polskiego społeczeństwa zdecydowanie sprzyjało kampaniom dezinformacyjnym – nawarstwiające się frustracje przełożyły się na rozwój dyskusji w social mediach. Używanie pogardliwych określeń, często zamienianych na internetowe hasztagi, stało się nieodłączną praktyką dezinformujących kont. Również w tym kontekście chętnie wykorzystywano historyczne resentymenty i tworzono coraz to nowsze obraźliwe określenia. Dobry przykład może stanowić termin „UPAdlińcy”, którym zaczęto określać uchodźców z Ukrainy, a który jest bezpośrednim odwołaniem do działalności Stepana Bandery i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Od wybuchu wojny antyukraińskie kampanie dezinformacyjne zaczęły rozszerzać swój zasięg także na polskich obywateli solidaryzujących się z Ukrainą oraz na polski rząd.

Wojna w sferze informacyjnej, która ma bezpośrednio uderzać w relacje Polski i Ukrainy będzie eskalować. To zacieśniające się relacje obu państw, które bezkompromisowo wskazują na Federację Rosyjską jako głównego agresora, są największym wyzwaniem dla rosyjskich dezinformatorów. Im więcej pojawi się przykładów na współpracę, tym większe będzie pole do manipulacji oraz publikowania fałszywych informacji. Ponadto ze względu na dość dużą liczbę Ukraińców w Polsce, tych materiałów i publikacji będzie więcej. Pojawią się następne tematy, w szczególności obejmujące kwestię napięć i różnic pomiędzy dwoma nacjami. Dlatego tak ważna jest rola edukacyjna rządu oraz świadome analizowanie informacji przez społeczeństwo obywatelskie. Nawet jedno niepoprawne działanie może zachwiać postrzeganiem współczesnych Ukraińców przez Polaków i na odwrót.

Pojawią się kolejne ruchy i konta, które będą demonstrować poglądy i dane przedstawiające zaszłości historyczne, współczesne problemy i rosnącą nienawiść pomiędzy Polską a Ukrainą. Co więcej, inne kraje będą wciągnięte w podobne działania, gdyż w zasadzie cała Europa Środkowo-Wschodnia włączyła się w pomoc dla Kijowa. Dlatego pojawią się fałszywe informacje dotyczące relacji Polski z innymi państwami, choćby z Czechami i krajami bałtyckimi, co miało już miejsce w przeszłości[8]. Priorytetem dla obu państw powinno być wykorzystanie narzędzi w mediach społecznościowych, aby politycy, a przede wszystkim eksperci i analitycy, na bieżąco weryfikowali udostępniane informacje i dementowali, jeśli są one nieprawdziwe. Ostatecznie jednak, cała odpowiedzialność spoczywa na Polakach i Ukraińcach, aby nie dawać powodów do tworzenia kolejnych fake newsów, gdyż obecnie głównym celem, który powinien przyświecać wszystkim, jest jak najszybsze zakończenie wojny oraz doprowadzenie gospodarek do takiego poziomu, aby nie obarczać kryzysem drugiego państwa. Jednocześnie rosnąca inflacja i postępująca aklimatyzacja Ukraińców w Polsce będą kolejnymi tematami, które rosyjscy dezinformatorzy będą chcieli wykorzystać. Na to trzeba być gotowym, zwłaszcza w Internecie.

fot. twitter/Stanisław Żaryn


[1] A. Olech, The role of Poland in the Ukrainian conflict, https://ine.org.pl/en/the-role-of-poland-in-the-ukrainian-conflict, dostęp: 25.10.2022.

[2] N. Bochyńska, Przestarzały sprzęt w Sejmie. „Obce służby mają informacje jak na dłoni”, https://cyberdefence24.pl/polityka-i-prawo/przestarzaly-sprzet-w-sejmie-obce-sluzby-maja-informacje-jak-na-dloni, dostęp: 29.10.2022.

[3] Frontstory, Pamięć i hejt, https://frontstory.pl/dezinformacja-ukraina-rosja-internet-media-spolecznosciowe-mowa-nienawisci/, dostęp: 27.10.2022.

[4] Fakenews, Ruch antyszczepionkowy, a propaganda prorosyjska w mediach społecznościowych. Raport, https://fakenews.pl/badania/ruch-antyszczepionkowy-a-propaganda-prorosyjska-w-mediach-spolecznosciowych-raport/, dostęp: 28.10.2022.

[5] M. Wojnar, Miejsce Stepana Bandery w ukraińskiej polityce pamięci w latach 2014-2019, Rocznik Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej, 18/2020, s. 188 -189.

[6] https://twitter.com/rcb_rp/status/1559601253528788992, dostęp: 28.10.2022.

[7] C. Paul, M. Matthews, The Russian „Firehose of Falsehood” Propaganda Model, Why It Might Work and Options to Counter It, RAND Corporation, 2016, s. 5-6.

[8] S. Gliwa, A. Olech, Polish-Czech relations and Russian disinformation attempts to disturb them, https://ine.org.pl/en/polish-czech-relations-and-russian-disinformation-attempts-to-disturb-them-2, dostęp: 31.10.2022.

Skip to content