Strategia Putina w defensywie. Projekt Noworosji w gruzach

Autor: dr Tomasz Teluk
Podziel się tym wpisem:

Z Kremla dochodzą informacje o odwołanych spotkaniach z generałami, czy dymisjach w najwyższym dowództwie po porażce na froncie pod Charkowem. 

Oznacza to, że plany „operacji specjalnej” zaczynają się walić. Świat wkrótce dowie się o kolejnych zbrodniach popełnianych na ukraińskich ziemiach okupowanych. Kreml natomiast musi urealnić swoje cele. Projekt „Noworosja” można włożyć między bajki. Nie udało się także wciągnąć w wojnę Aleksandra Łukaszenki. 

Po 200 dniach wojny, która miała trwać według Putina kilka dni, widzimy jak na dłoni, że głównym narzędziem w rękach Moskwy jest propaganda. Dezinformacja jeszcze kilka miesięcy temu mroziła sumienia przywódców Unii Europejskiej i powodowała, że jeżyły się włosy na głowie przeciętnego Niemca czy Francuza. 

Dziś możemy zrewidować to, co jest czystą propagandą, a to, co jeszcze jest możliwe. Gdy Ukraińska armia bardzo szybko odbija zajęte tereny, dzięki pomocy z Zachodu, koordynowanej przez Polskę, pokój staje się coraz bliższy. Oczywiście nie na warunkach Rosji, ale po jej wycofaniu z terenów zajętych po 24 lutego. 

Chciałbym przyjrzeć się szczególnie dwóm wątkom, poruszanym w ostatnim czasie przez media. Otworzeniu nowego frontu wojny w Mołdawii oraz uruchomieniu Białorusi do ataku na północno-zachodnią Ukrainę. Oba były według mnie nierealne od dłuższego czasu, a poruszanie ich na łamach rodzimej prasy można uznać za sukces aparatu propagandy Władimira Putina. 

Jeśli chodzi o Mołdawię, media sugerowały, że, aby osiągnąć dominację na południu Ukrainy, Rosja wykorzysta enklawę separatystycznego Naddniestrza. Niektóre, powołując się na dane brytyjskie, pisały nawet, że „decyzja o ataku na Mołdawię już zapadła”. Jeszcze całkiem niedawno, z początkiem września, niemal wszystkie tytuły powtarzały groźby Siergieja Ławrowa, że Rosja stanie w obronie mniejszości rosyjskojęzycznej w Naddniestrzu. 

Faktycznie zaś, Naddniestrze nie posiada żadnej znaczącej siły militarnej, aby zagrozić Ukrainie czy Europie. Ukraina południowa, zwłaszcza od strony Odessy jest świetnie broniona, na tyle, że miasto bali się szturmować Rosjanie. Ponadto, po ostatnich porażkach w obwodach charkowskich i chersońskich, widać wyraźnie, że Rosja nie tylko nie jest w stanie otworzyć nowego frontu, ale musi w pośpiechu uciekać z okupowanych terenów na wschodzie Ukrainy. Mołdawia z kolei sukcesywnie uniezależnia się od szantażu Gazpromu i wynegocjowała korzystne dostawy gazu z Rumunii, Azerbejdżanu i Norwegii. 

Z kolei w przypadku Białorusi, Łukaszenka musiałby być samobójcą, aby w tym momencie zaangażować się w wojnę. Manewry wojskowe w okolicach Brześcia mają jedynie zahamować przerzucanie ukraińskich jednostek z zachodu na wschód kraju. Łukaszenka zaczyna przypominać Kim Dzong Una, strasząc świat bronią jądrową, którą Białoruś ma pozyskać od Rosji. Udostępnianie swojego terytorium Rosjanom, czy działania hybrydowe związane z migrantami, to wszystko na co stać dyktatora z Mińska. Białorusini cierpią z powodu sankcji nałożonych przez Zachód. Wzmacniają więc współpracę gospodarczą z Rosją. Drastycznie spadł import z zagranicy, w sklepach zaczyna brakować towarów. Dlatego Łukaszenka musi bardzo szybko przeorientować swą gospodarkę na Wschód. 

Za przykład w jakiej schizofrenii żyją Rosjanie, niech świadczy ostatnia wypowiedź rosyjskiego ministra handlu Denisa Manturowa, który zapewnił obywateli, że pomimo sankcji i wycofaniu się z tego kraju przez firmę Apple, konsumenci będą miali szansę kupić najnowszy model iPhone 14, który zostanie re-exportowany bez zgody amerykańskiej firmy. 

Zdjęcie: Twitter / @Novorossiya_PR

Skip to content