#IdeeTrójmorza – Bezpieczeństwo ma swoją cenę. Europa kupuje lojalność od USA

Podziel się tym wpisem:

Choć jeszcze w poprzedni czwartek pobyt Donalda Trumpa w Europie określano jako prywatny, w niedzielę pojawiła się tam Ursula von der Leyen. Spotkanie, które miało nie mieć znaczenia dyplomatycznego, nagle zyskało strategiczną rangę. Czy Zachód właśnie zawiera nowy pakt pod dyktando Ameryki? „Byłbym umiarkowanym optymistą” – komentuje w rozmowie z red. Jaśminą Nowak prof. Kamil Zajączkowski, dyrektor Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego.

W polityce nic nie dzieje się przez przypadek. Nawet, jeśli oficjalnie „nic się nie dzieje”. Jeszcze w zeszłym tygodniu zapowiadano, że wizyta Donalda Trumpa w Szkocji ma charakter wyłącznie prywatny, bez oficjalnych spotkań, bez konferencji prasowych. Ot, były prezydent przyjechał pograć w golfa. Tymczasem w niedzielę do Szkocji przybyła także Ursula von der Leyen. Symboliczny moment? A może preludium do głębszego przewartościowania relacji transatlantyckich?

„Komentarze po ogłoszeniu nowej umowy handlowej między UE a USA są dość ponure. Ale ja byłbym umiarkowanym optymistą” – ocenia prof. Kamil Zajączkowski. Jego zdaniem osiągnięcie porozumienia już na tym etapie, w sytuacji tak głębokiej niepewności i rosnących napięć geopolitycznych, jest dużym sukcesem. Jak dodaje, warto spojrzeć na tę umowę z trzech różnych perspektyw: ekonomicznej, geostrategicznej i społecznej.

Z ekonomicznego punktu widzenia przyznaje, pewną przewagę zyskują Stany Zjednoczone. To im sprzyjają cła, które będą oscylować między 5 a 15 procent – nie jest to jednak, jak uspokaja, dramatyczne. „Nie sądzę, by ta umowa była aż tak zła dla UE. Tym bardziej, że szczegóły dopiero będą wypracowywane” – mówi.

Ale klucz do zrozumienia tego porozumienia tkwi nie w liczbach, a w logice geostrategii. „Stany Zjednoczone muszą osłabić dolara w wojnie z Chinami, stąd presja celna” – tłumaczy profesor. Równocześnie przypomina, że kraje takie jak Rosja, Chiny, Iran czy Korea Północna chcą destabilizacji Zachodu, a tymczasem Europa – mimo kryzysów – zachowuje relatywną stabilność. „Z tej perspektywy mamy znaczący postęp” – zaznacza.

Nie sposób nie zapytać, czy Zachód – a konkretnie Europa – nie płaci obecnie za swoje poczucie bezpieczeństwa lojalnością i zakupami od USA. „Bezpieczeństwo kosztuje. I europejskie społeczeństwa muszą to zrozumieć. Nie da się osiągnąć stabilności i spokoju bez poniesienia kosztów” – odpowiada prof. Zajączkowski. Jego przypomnienie historyczne jest dobitne: w czasie zimnej wojny państwa Europy Zachodniej wydawały po kilkanaście procent PKB na zbrojenia i nikt nie robił z tego dramatu. A mimo to – rozwijały się dynamicznie.

W rozmowie poruszamy także kwestię relacji z globalnym Południem – krajami Ameryki Południowej, Mercosur czy Indiami. „To alternatywa, ale nie równowaga. Dziś bezpieczeństwo znów pisze reguły handlu – nie odwrotnie” – podsumowuje Zajączkowski.

Skip to content