Trimarium

Analizy, opinie i komentarze najważniejszych wydarzeń

Dr Olech: Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu bije na alarm

Autor: Dr Aleksander Olech
Podziel się tym wpisem:

Zmiany klimatu są współcześnie jednym z najistotniejszych wyzwań dla państw i organizacji międzynarodowych. Są one stawiane przez UE, NATO i ONZ w pierwszej linii z wojnami hybrydowymi, kryzysami humanitarnymi i wyścigiem zbrojeń. Przygotowywane są dziesiątki opracowań, podkreślających pilną potrzebę wprowadzenia zmian, ale nadal brakuje impulsu do działania. Teraz jednak powstała analiza, która ma być kluczowa w kontekście współczesnych zagrożeń, ażeby nie doszło do kolejnych katastrof klimatycznych.

Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (ang. Intergovernmental Panel on Climate Change; IPCC) utworzony na wniosek członków ONZ w 1988 roku jako ciało doradcze, opublikował w poniedziałek, 9 sierpnia, raport pt. „Climate Change 2021: The Physical Science Basis” (pl. „Zmiana Klimatu 2021: Podstawy Fizyki”). Dokument stanowi kompletną, opartą o dane naukowe, analizę wpływu zmian klimatycznych na środowisko naturalne oraz dokonuje prognoz związanych z ryzykiem klimatycznym. Jest to pierwsza od siedmiu lat publikacja tego typu. Spotkała się ona z zainteresowaniem i została przyjęta przez 195 państw. Dokument zawiera przegląd pięciu scenariuszy emisji gazów cieplarnianych, od tego najbardziej optymistycznego, czy wręcz utopijnego, do najgorszego, zgodnie z którym na ziemi nie da się prawie funkcjonować. Co ważne, publikacja raportu zbiegła się z katastrofami naturalnymi (takimi jak pożary w Grecji, Włoszech, Turcji czy wcześniej na Syberii, powodziami w Polsce, Niemczech, Belgii i Chinach, a także absurdalnie wysokimi temperaturami, dochodzącymi do 50°C w Kanadzie), które są konsekwencją zmian zachodzących w środowisku, będących efektem globalnego ocieplenia. Dodatkowo warto zauważyć, że za niecałe trzy miesiące planowana jest konferencja klimatyczna COP26 w Glasgow, która ma być impulsem do zaangażowania państw w walkę o ochronę środowiska.

Warto podkreślić, że jest to pierwsza część raportu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu. Druga zaplanowana jest na luty 2022 roku i ma na celu szczegółowe ukazanie, jak przekształci się życie na Ziemi na przestrzeni najbliższych 30 lat. Trzecia część – poświęcona możliwym rozwiązaniom – ma się ukazać w połowie przyszłego roku.

Świat się pali pod nogami

W dokumencie bezpośrednio stwierdzono, że dotychczasowe zmiany klimatyczne oraz sytuacja środowiska naturalnego na świecie skończy się katastrofą dla jej mieszkańców. Jest gorzej niż zakładano 7 lat wcześniej. Obecnie szacuje się, że globalne ocieplenie może osiągnąć próg +1,5°C około 2030 roku, a więc dziesięć lat wcześniej, niż przewidywano. Skutki tego będą dramatyczne, gdyż świat doświadczy ogromnego, bezprecedensowego wzrostu liczby ekstremalnych zjawisk pogodowych, w tym m.in. fale upałów i ulewne deszcze. Ma do tego dojść nawet w przypadku ograniczenia ocieplenia do +1,5°C, czyli do poziomu, którego osiągnięcie jest jednym z kluczowych celów porozumienia paryskiego z 2015 roku, a do którego przystąpiło 190 państw.

Komisja patrzy jednak długoterminowo wskazując, że do 2050 roku temperatura nie przestanie wzrastać. Podkreślono, że jeśli państwa zdołają dokonać zmian i planowana redukcja emisji gazów cieplarnianych dojdzie do skutku, to nie uda się powstrzymać deterioracji. W ten sposób, w ciągu stulecia przekroczony zostanie próg +2°C, co oznacza porażkę wszystkich programów na rzecz ochrony klimatu przyjętych przed 2021 rokiem.

Kristina Dahl z Union for Concerned Scientists obecną sytuację nazywa jedynie wstępem do tego, czego możemy doświadczyć podczas nadchodzących dekad. W obliczu tej przyszłości – określonej mianem apokaliptycznej – raport oraz komentarze go dotyczące stanowią wezwania do działania. Panmao Zhai, współprzewodniczący grupy ekspertów opracowujących pierwszą część oceny IPCC stwierdza, że stabilizacja klimatu będzie wymagała silnej, szybkiej i trwałej redukcji emisji gazów cieplarnianych, celem osiągnięcia neutralności węglowej. Z kolei Antonio Guterres, sekretarz generalny ONZ, wskazuje, iż raport ten musi stać się gwoździem do trumny dla węgla i paliw kopalnych, zanim ich wykorzystanie doprowadzi do wyniszczenia naszej planety. Raport IPCC jest więc jego zdaniem niczym innym jak czerwonym alarmem dla ludzkości.

Już teraz niektóre z konsekwencji globalnego ocieplenia stają się nieodwracalne. Pod wpływem topnienia lodów polarnych poziom mórz będzie się podnosił jeszcze przez stulecia, a nawet tysiąclecia. Zanotowane zostało, że od 1900 roku poziom wód morskich podniósł się o 20 cm, natomiast temperatura o +2°C. Do 2100 roku poziom wód może się podnieść się o kolejne 50 cm, a temperatura 5 stopni. Oprócz powyższych IPCC po raz pierwszy podkreśla, że już na tym etapie niemożliwe jest wykluczenie pojawienia się w przyszłości punktów krytycznych na świecie, gdzie będzie dochodzić do stałego topnienia pokrywy lodowej Antarktydy czy wymierania lasów.

Wiara w badania i dokumenty

Warto jednak pamiętać, że zaprezentowany raport, poza bezpośrednim ukazaniem procesów zachodzących w środowisku, ma dawać nadzieję na to, że – o ile nie zostanie on zignorowany przez społeczność międzynarodową oraz zostaną podjęte odpowiednie działania – istnieje szansa na niedopuszczenie do opisanych w dokumencie tragicznych skutków.

Aktywiści Greenpeace podkreślają, że nie pozwolą, aby dokument IPCC został zapomniany. Brytyjski premier Boris Johnson nazwał najbliższą dekadę punktem zwrotnym, apelując o rychłe odejście od węgla. Ważny w dyskursie politycznym jest głos państw wyspiarskich, takich jak Kiribati, dla których zmiany klimatyczne są niemalże pewnym wyrokiem śmierci z powodu topnienia lodowców i pokryw lodowych. Ponadto Diann Black-Layne, ambasador Antigui i Barbudy, główny negocjator ds. klimatu z ramienia Sojuszu Małych Państw Wyspiarskich podkreślał, że kwestia ciągle podnoszącego się poziomu morza jest ściśle związana z odpowiedzialnością za globalne ocieplenie, jeśli zostanie ono utrzymane na poziomie 1,5°C.

Czas na zmiany

Raport ma na celu przedstawienie trudnej sytuacji, w jakiej już teraz znajduje się świat. Jest to także drogowskaz, w którą stronę nie należy zmierzać oraz jakie kroki trzeba podjąć, aby ratować planetę. Pomimo akceptacji ww. opracowania przez 195 państw, kluczowa rola przypada tym największym, a w szczególności USA, Rosji, Chinom, Arabii Saudyjskiej, Australii, Niemcom, Francji, Wielkiej Brytanii, Iranowi, Indiom i Indonezji. Jeśli nie zmieni się podejście do ochrony klimatu wspomnianych największych aktorów sceny międzynarodowej, którzy – co istotne – po dziś dzień nie ograniczają własnych produkcji CO2, to pozostałe kilkadziesiąt państw również nie zmieni swojej polityki energetycznej.

NATO zdaje sobie sprawę, że stoi przed wieloma wyzwaniami środowiskowymi, w tym zagrożeniami, jakie niosą ze sobą zmiany klimatyczne. W szczególności Sojusz pracuje nad zmniejszeniem wpływu działań wojskowych na środowisko, przystosowaniem się i zwiększeniem odporności w odpowiedzi na wyzwania związane z bezpieczeństwem, jakie niosą ze sobą zmiany środowiskowe. W marcu 2021 roku ministrowie spraw zagranicznych państw NATO zatwierdzili natowski program zmian klimatycznych i bezpieczeństwa. Podczas czerwcowego szczytu w Brukseli przywódcy Sojuszu poparli także natowski plan działań w zakresie zmian klimatycznych i bezpieczeństwa.

Ważnym aspektem w procesie wdrażania strategii proekologicznych będzie wykorzystanie atomu w Polsce. Ponadto zaczęto wykorzystywać elektrownie wiatrowe, które nawet jeśli nie zastąpią całkowicie węgla, to są ogromnym krokiem naprzód w wykorzystaniu energii odnawialnej i poszukiwaniem alternatywnych źródeł.

Jeśli faktycznie planetę czekają katastrofy klimatyczne, a próbkę niebezpieczeństw mieliśmy w 2021 roku, to czas rozważyć, który scenariusz wybiera świat. Jeśli ten najgorszy, gdyż znowu będą kolejne lata bez reakcji na zagrożenia, to czas najwyższy, aby przyzwyczaić się w Europie do zjawisk, które wcześniej były widziane tylko w mediach w dalekich krajach, które regularnie doświadczają powodzi, huraganów i pożarów. Wojsko i nowoczesne technologie mogą być zatem wykorzystywane nie na polu bitwy lub w trakcie zagranicznych misji wojskowych, a w celu walki z powodziami albo w ramach misji humanitarnych. Przykładem takich działań było choćby zaangażowanie francuskiego wojska po trzęsieniu ziemi na Haiti w 2010 roku.

Autor jest ekspertem Portalu i Fundacji Trójmorze, a także Dyrektorem Programu Bezpieczeństwa Europejskiego w Instytucie Nowej Europy. Specjalizuje się w tematyce zagrożeń dla bezpieczeństwa międzynarodowego.

Zostaw komentarz

Skip to content